13 oznak, że powinieneś wziąć urlop

Wzruszasz się do łez oglądając Telezakupy Mango? Poszedłeś do osiedlowego kościoła, szukając śladów tajemniczej sekty opisanej w ostatniej książce Dana Browna? Śmieszą cię dowcipy Korwina-Mikkego lub postanowiłeś całe lato chodzić po mieście bez koszulki? Albo Cię doszczętnie pojebało, albo zwyczajnie potrzebujesz urlopu.

Sprawdź to niezwłocznie, ponieważ polskie lato się kończy, a wbrew publikowanym w sieci zestawieniom płacowym nie stać Cię na więcej niż pole namiotowe pod Mrągowem i siedem zestawów zupka Yum-Yum+czteropak Harnasia potrzebnych Ci do przeżycia wczasów.

 

1. Już przy pierwszym porannym mailu lekko puszczają Ci nerwy.

crying

2. Odpisanie na maila udaje Ci się po minimum trzech podejściach.

Pierwsze takie od serca, jak Ci ręka poleci. Wszystko to, co leży Ci na żołądku i zawsze chciałeś tej bandzie muminków wygarnąć. Potem chwila na emocjonalne ochłodzenie, kładziesz palce na Backspace i trzymasz dłuższą chwilę. Od nowa: “Witam, dzięki za szybką odpowiedź ;) Chciałbym jednak przedyskutować przesłane poprawki, gdzyż chyba je kurwa z Siri konsultowaliście!”. Kolejny raz Backspace i z bólem serca udaje Ci się wysłać maila właściwego.

3. Przesiadujesz po nocach.

Przychodzi północ, a Ciebie nachodzi na JEDEN odcineczek ulubionego serialu. Potem świadomie włączasz drugi. “No nieee, ujebali mu rękę?! CO TERAZ? To jeszcze tylko pół trzeciego…” – no a jak już zacząłeś, to dokończysz. Jak nie serial, to książka (zaszalałeś!), jak nie książka to pociśniesz w coś online – włączysz się nawet w internetową dyskusję pomiędzy katolikami a ateistami, zrobisz wszystko, aby wydłużyć dzień, bo wiesz, że jak już położysz się spać, to zaraz będziesz się budził i szedł do pracy. WSZYSTKO tylko nie to!

A9fAW4j

4. Robisz się delikatny.

Ludzie dookoła wkurwiają Cię bardziej niż deszcz, więc kiedy już czegoś od Ciebie chcą, to nawet nie podnosisz wzroku znad komputera, nic nie mówisz, a dłonie kurczowo zaciskasz na oparciach. Nie ma co losu kusić, bo dyscyplinarka to jedno, a odsiadka za przyjebanie komuś wózkiem Pana Kanapki to już inna para kaloszy.

oZ7uc

5. Ograniczasz rozmowy

Na najprostsze pytania zadane podczas rozmowy odpowiadasz, używając smsa? Aby odnaleźć w biurze swój ulubiony kubek, uciekłeś się do napisania listu otwartego? Nawet Sto Lat dla biurowego funfla od wychodzenia na fajka wymalowałeś na clipboardzie, zamiast śpiewać jak Pan Bóg Polakom przykazał? 

Kolejny punkt odhaczony.

Plus jest taki, że znajdziesz nowego przyjaciela: tę małą machającą rękoma panią w rogu ekranu telewizyjnego.

6. Reagujesz nieadekwatnie do sytuacji.

av0Ed5b_460sa

7. Przestajesz odbierać telefony.

Od kiedy dostałeś pierwszą pensję przestałeś odbierać połączenia od matki, później od dziewczyny własnej i dziewczyn Twoich kolegów. Dalej rzutem na taśmę: te z nieznanego numeru, te przed 11:30, te od telemarketerów, te z windykacji (choć byliście już na Ty), od wróżbitów, ankieterów, z banku, z uczelni i od własnej poczty głosowej, ale ZAWSZE odbierałeś te służbowe. Jednak coś się skończyło – prędzej poród odbierzesz! Patrzysz na telefon, czekasz aż przestanie dzwonić i po kilku oddechach oddzwaniasz – tak jest jakoś lepiej.

8. Przesadzasz z narzekaniem na Fejsie.

Najweselszego ze znajomych wpędziłeś w taką depresję, że zaczął się Tobą interesować Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, a reszta Cię zwyczajnie zablokowała. Zostało kilku smutnych Emo, ale nawet oni piszą, że przeginasz pałę.

1184816592938

9. Fundujesz sobie śródweekendy.

Czekanie przez 7 dni od jednego picia do drugiego jest dla Ciebie prawie tak samo wykonalne, jak przeglądanie Facebooka z uśmiechem. Wiadomo, że wtorek to taki mały piąteczek, środa mała sobota, a w czwartki większość Polaków obchodzi cotygoniowego sylwestra. “Na jedno lub dwa można ze znajomymi wyskoczyć” – to maksyma, którą większość opuszczających biura po godzinach żuczków niesie na sztanadarach. Nie oszukujmy się – jedno lub dwa to były do lanczu, więc kiedy cała populacja wtacza się do baru, Ciebie właśnie z niego wynoszą.

Zasada ta raczej nie tyczy się branżuni reklamowej, bo ta ma w tygodniu tylko jeden dzień, który ogólnie pojętym weekendem nie jest. Jest to poniedziałek – wigilia małego piąteczku.

10. Bierzesz jednodniowe urlopy na żądanie.

Nie musisz jakoś długo tłumaczyć swojemu interniście, który od lat obserwuje, jak się staczasz, że jesteś przemęczony. On wie, że wczoraj był czwarteczek i potrzebujesz 2 dni L4. Tak na serio, to dałbyś radę, ale jakoś dziś Ci się nie chce. Byłeś już na tylu urlopach, że TVN zaproponował Ci własny program podróżniczy.

11. Wszystko przychodzi Ci ciężko.

Kiedy kładziesz się spać, ktoś bliski na wszelki wypadek podłącza Cię pod respirator. Aby Cię obudzić, potrzebny jest nekromanta. Tak bardzo nie chce Ci się rano myć, że kiedy ostatnio widziałeś swoją szczoteczkę do zębów, była berłem króla szczurów, które opanowały Twoją łazienkę, uznając ją za pustostan. Do tego stopnia przestałeś zwracać uwagę na to, co na siebie zakładasz, że zacząłeś przypominać mikrofon Stevena Tylera.

giphy

12. Żywo reagujesz kiedy słyszysz słowo "Bieszczady".

giphy-1

13. Zaczynasz pisać bloga, który nie jest ani śmieszny, ani mądry.

Wszystkie te niepokojące oznaki sugerują, że czas najwyższy na jakiś wypoczynek. Trochę leniuchowania poza miastem, aktywności fizycznej innej niż kręcenie się na krześle biurowym, a może nawet jakiś burzliwy romans z kierowniczką bufetu w ośrodku wczasowym.

Urlop będzie dobrym rozwiązaniem, ale pamiętaj, że nie jest stuprocentowym środkiem. Jeżeli po tygodniu grillowania i wiejskich dyskotek, objawy nie ustąpią, zacznij rozglądać się za nową pracą lub lekarzem, który przepisuje wesołe pigułki.

 

Patryk Bryliński

Cover photo credit: familymwr / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)