Błądzenie bez ściemy

Najbardziej irytującą rzeczą w popełnianiu błędów jest świadomość, że to robimy.

Dobrym (moim własnym) dowodem na to jest chociażby ten tekst. Od tego przykładu zacznijmy.

Sam problem siedzi w mojej głowie od lat, a pomysł na napisanie o nim – od kilku tygodni. Dziś postanowiłem te wątpliwej społecznej przydatności rzeczy spisać. Siedziałem przez dwie bite godziny, przeglądałem głupoty w internecie i zbierałem się jak Leonardo DiCaprio do zgarnięcia Oscara, żeby to jakoś ułożyć, bo nie lubię mentorskiego tonu, ocierającego się o pierdolenie o tym, co ważne w życiu, a jeszcze bardziej brzydzę się wszelakiego rodzaju dobrymi radami. “Patrz codziennie przez kilka minut w słońce, a wszystkie Twoje troski przeminą!”. Po pierwsze to prędzej od tego patrzenia kurzej ślepoty dostanę, a po drugie – mieszkamy w Polsce, a tu troski się szanuje, więc odejdź ze swoim hiszpańskim ciepłem i amerykańską radością, internetowy znachorze.

Do rzeczy. Kiedy wyciśnięcie z siebie tegoż tekstu wydało mi się zbyt “trudne” (bo dzień ciężki, bo ciśnienie niskie i wszystkie inne nieszczęścia gorsze od znajomych artystów na fejsiku), postanowiłem odblokować się za pomocą alkoholu. Pomaganie sobie alkoholem w czymkolwiek jest (UWAGA!) złe – wiedzą to nawet studenci kulturoznawstwa. Jeżeli jednak powiesz sobie “Sobota jest. Coś mi się od tego życia należy”, to pójdzie gładko, prawie jak aneksja Krymu.

11361992913_ed749abfe6_bPhoto credit: kennethkonica / Foter / Creative Commons Attribution-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-ND 2.0)

No właśnie – prawie, bo jak bardzo nie byłbyś zaślepiony pełnym szczęścia internetowym lajfstajlem lub nie potrafił samego siebie okłamywać, (UWAGA!) kiedy popełniasz błąd, zdajesz sobie z tego sprawę. Ja sobie ją zdawałem. Zawsze.

(WIELKIE UWAGA!) Pamiętam dobrze wszystkie złe decyzje w swoim życiu, a jeszcze lepiej pamiętam, jak bardzo byłem świadomy tego, że są złe, już podczas ich podejmowania. Jako że nigdy nie uważałem się za wyjątkowego człowieka, a wręcz przeciwnie – każdego dnia upewniam się w swojej statystycznej wręcz przeciętności (i absolutnie nie mam z tym problemu), a do tego poznałem kilka osób w swoim życiu, wiem, że nie jestem w tym odmieńcem.

Aby być precyzyjnym: nie mówię o chwili, kiedy budzisz się z potwornym kacem, stwierdzasz, że sufit, który widzisz, to nie TEN, który wita cię na co dzień, a kolejną rzeczą, którą z nieudawanym niedowierzaniem odkrywasz, jest to, że przed snem radośnie pierdoliłeś/aś się z najmniej odpowiednią osobą, jaką dało się wybrać z wachlarza tych nieodpowiednich, a który to wachlarz każdy z nas posiada. Nie. Mówię o momencie, w którym do tego świadomie doprowadzałeś/aś.

Ogólnie pojmowana nietrzeźwość jest najlepszą na świecie rzeczą, kiedy chcesz znaleźć winnego za to, co zostało przez Ciebie zrobione. U mnie do pewnego momentu działało perfekcyjnie.

“Co za niefart! Nawaliłem się i przespałem się z kobietą która poznałem 10 minut temu! #LOL”

“A to ci klops! Niechcący, po pijaku oczyściłem całe swoje konto, a w dodatku nieprzytomny zaliczyłem pięć kursów od pętli do pętli i finalnie wylądowałem na przystanku Ursus Niedźwiadek.”

2238534473_8d0d364293_o

Photo credit: lefthandrotation / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0)

No właśnie nie do końca. Kiedy zaczynałeś ten gołębi taniec godowy ze swoim jeszcze niepopełnionym błędem, wszystko było ok z twoją trzeźwością. Podkręcanie i pozorne wahania trwały, ale decyzja została już podjęta. Dalej było “The final countdown”, a potem już tylko “Boys are back in town” lub “Girls just wanna have fun”. Nietrzeźwość pomogła tylko w egzekucji, więc zostawmy ją i wróćmy do samego błądzenia.

Z prawie każdego punktu widzenia fakt tej świadomości jest kurewsko niewygodny. Dlaczego? Bo kiedy robisz coś zakazanego, robisz jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w tym nudnym jak skoki narciarskie życiu. Jeżeli jednak robisz to z pełną i niedającą się odgonić świadomością konsekwencji które mogą Ci później spaść na łeb to uczucia, które Ci towarzyszą, są mocno mieszane. Radość i smutek. Podniecenie i obrzydzenie. Kolejny sezon Warsaw Shore. Ex zrobiła karierę w porno. Typ, za którym nie przepadasz, wywrócił się, wybijając sobie jedynkę ale uderzając uszczerbił obudowę Twojego ukochanego Macbooka (co on robił na ziemi?).

Flirtujesz z kimś, z kim nie powinieneś, tylko na chwilę zobaczysz się z byłą/ym, pijesz o jednego za dużo lub o jeden dzień za długo, zajdziesz jeszcze tylko do jednego klubu (przecież nic złego się nie wydarzy), wrócisz kolejnym nocnym, palisz dziś dwudziestego, aby się uspokoić, dajesz sobie wolne od pracy, bo jesteś “przemęczony”, odkładasz po raz kolejny zapłacenie jakiegoś rachunku lub zaległości, zbierasz coraz większą ilość nieprzeczytanej korespondencji, wypalony odkładasz naukę, bo na terminach poprawkowych też się da, nie dobierasz telefonu, bo oddzwonisz później, nie odpisujesz na maila, bo jutro też jest dzień, jeszcze tylko jeden link i pójdziesz spać, masz zbyt wiele “spraw”, by zobaczyć się z rodziną lub lekarzem i od jutra na pewno coś ze sobą zrobisz, tak ogólnie, bo czujesz, że coś trzeba, ale to jutro. Dziś jeszcze zaszalejesz troszeczkę. Wszystkie te i tysiąc innych rzeczy są najprzyjemniejsze na świecie, jeżeli nie myślisz o tym, że wpędzasz się w kłopoty. Świadomość wikłania się jest tu niewygodna jak fotel dentystyczny (i tak samo nieunikniona) u wszystkich tych, którzy poziomem IQ przewyższają choć trochę poziom rzetelności dziennikarskiej Super Exspressu.

3048138087_3f911b1b30_oPhoto credit: jpcolasso / Foter / Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

Z drugiej strony wiedza ta jest swojego rodzaju niewygodnym, ale benefitem (lapsus cyk!). Jestem osobą, która bacznie siebie obserwuje. Spędzam dużo czasu na przyglądaniu się innym, ale zawsze na pierwszym planie jestem ja i to, co się we mnie dzieje. Wiem, kiedy kluczę, potykam się i wiem, kiedy spierdolę koncertowo. Nie zawsze, ale często jest to pierwszy krok do tego, aby się zatrzymać albo chociaż sprawę odroczyć, przemyśleć lub – jeżeli jest za późno – wyciągnąć wnioski na przyszłość. To już coś. A jeżeli i to nie zadziała, to trudno – będę musiał wypić to piwo, które sobie nawarzyłem (kupiłem w sklepie nocnym). Jak bardzo jest mi to nie na rękę, jestem człowiekiem. Jest to fakt niewygodny, a czasem nawet żenujący ale przyjmuje go z pełną świadomością.

Patryk Bryliński

Cover photo credit: quapan / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)