Chcę ci powiedzieć „I love you”

Jak wiadomo, Polska jest krajem wanna be, a polska muzyka jest muzyką wanna be. Inaczej mówiąc – chcemy być jak Zachód, tylko za bardzo nam to nie wychodzi. Bo im bardziej chcemy, tym bardziej wyłazi bokami, że nie jesteśmy.

W muzyce klasycznym przejawem chęci naśladownictwa fajniejszych, ładniejszych i bogatszych kolegów z zagranicy są angielskie teksty piosenek. Wyjaśnienia są różne: jedni mówią, że tak łatwiej, drudzy że głos to instrument, a po angielsku ten instrument brzmi lepiej, jeszcze inni – że język Szekspira i Tupaca lepiej niż sztywna polszczyzna nadaje się do wyrażania emocji. Tak czy siak: zawsze jest to jakieś tam udawanie i zakładanie masek. My te maski postanowiliśmy zdjąć, brutalnie odsłaniając to, co kryje się pod polskimi użyciami typowych angielskich fraz. Zapraszamy na przejażdżkę translatorem polskiej angielszczyzny muzycznej!   

God, I’m lost and I don’t know where to go – utknęliśmy gdzieś pod Raciążem w drodze na koncert w takiej jednej kanciapce, bo GPS w vanie się zepsuł, a basista Marek prowadzi już 6 godzin i stracił koncentrację na znakach.

I don’t have time to try – właściciel klubu przed koncertem: “Sory chłopaki, zagracie bez próby dźwięku, ok?”

Strange days have found us – właściciel klubu po koncercie: “Słuchajcie, to nie jest tak, że nie ma kasy. Kasa jest. Tylko że nie teraz. Ale jakoś się dogadamy, prawda? Co powiecie na zniżkę na barze?”

Stairway to heaven – kurczę, kolejny kawałek, który wrzuciliśmy na youtube’a jakoś nie chce zażreć. Czemu ludzie nie chcą tego klikać, przecież to jest tak dobre! AAAA!!! Dobra Marek, za tydzień wrzucamy kolejny!

From out of nowhere – gdzie gramy ten koncert? Serio? Taka miejscowość w ogóle istnieje?

I just wanna be myself! – iść do tego talent show na polsacie czy to jednak siara???

Runaway, I need a runaway! – od 5 godzin wracamy z koncertu ciasnym kombi a perkusista z klawiszowcem się nawalili i ich poziom życiowych rozkminek obniżył się z holenderskiej depresji w okolice jądra Ziemi. A to dopiero połowa drogi :/

I still haven’t found what I’m looking for – sory chłopaki, jeszcze się nie nastroiłem bo mi bateria w stroiku mi padła, tylko przełożę z przesteru, momencik, wiem że zaraz zaczynamy, sory!

Without you I’m nothing – bez dwóch browarów nie wchodzę na scenę!

I, I, I – I'm still alive! – panowie, dam radę! No mówię wam! No ile wypiłem, no kilka browarów, wielkie rzeczy! Dam radę, zajrzę jeszcze tylko do baru i wchodzimy na scenę!

Sometimes I feel like I don't have a partner – słuchajcie panowie, jest źle: Marek się najebał. Ja zagram jego partie, ty Krzysiek chórki będziesz robił, i jakoś to będzie. Dobra, jedziemy, panowie, bo odszkodowanie będzie trzeba płacić! 

I love you – kiedyś na pewno się odważę i z nią zagadam!

You've got to be all mine, Foxy Lady: here I come – Hej. Jestem z zespołu, no wiesz, tego co grał przed chwilą, mogę się dosiąść? Jak to, już idziesz? Jak to? 

I’m a loser, I’m a loser baby – jestem polskim muzykiem, który chce zrobić wielką karierę i być bardzo sławny.

Show must go on – nie załamuj się, bracie, mówię ci, kiedyś nam się uda. Nagrajmy jeszcze jedną płytę, może zmieńmy brzmienie, może dodajmy elektronikę, może… Jeszcze jedna płyta, stary. Uda się, trzeba w to wierzyć!

This is the end, my only friend: the end – dobra, chuj – jednak nic z tego nie będzie. Czas znaleźć jakąś normalną robotę. Żegnajcie, blade światła sceny!

Chyba że… jeszcze jedna płyta!

Maciej Kaczyński 

PS. Tekst ukazał się też w najnowszym numerze magazynu LAIF.