Czego się bać? [poradnik]

Jakiś czas nie pisałem, ale czasem muszę. Nie dlatego, że jakoś wyjątkowo umiem, ale lubię. I chuj. Poza tym patrzę na tego bloga fajowego i aż przykro się robi, że oglądalność tu  niższa już nawet od ostatniego wydania Wiadomości TVP. A historyjki podobne wymyślamy – niby zabawne a na koniec smuteczek. Dziś wjazd na grubo z uwielbianym przez wszystkich naszych wymyślonych przyjaciół formatem – antyporadnikiem.

Rzecz przydatna dla wszystkich paranoików, którzy na myśl o wyjściu z łóżka i spotkaniu ze światem (czyli np. przedpokojem) dostają drgawek na wysokości kolan, a wychodząc z piwnicy, biegną na złamanie karku, nie gasząc za sobą światła. Dla wszystkich tych, którzy kiedy tylko na chwilkę oderwą wzrok od smartfona, automatycznie zaczynają wizualizować sobie życiowe nieszczęścia oraz rychłą śmierć. Rzucam kilka dodatkowych opcji “CZEGO SIĘ BAĆ?”

Przypadkowego ośmieszenia

Pomyśl sobie o takiej sytuacji, kiedy spotykasz się ze znajomymi. Nie takimi najbliższymi, przy których na luzaczku puszczasz Despacito i kiedy protestują, głośno krzyczysz żeby zamknęli ryje, bo gubisz kroki, tylko tymi, na których chcesz dobre wrażenie zrobić. Ktoś opowiada superśmieszny dowcip i Ty wybuchasz śmiechem tak nagle, że cały się obsikujesz. Zupełnie nie wiadomo jak, ale to, że stoisz z plamą na spodniach pomiędzy tymi ludźmi, jest faktem. Pomyśl, co wtedy byś zrobił poza przysłowiowym zapadnięciem się pod ziemię, bo jeżeli nie podpadłeś osiedlowym gangusom i nie jesteś człowiekiem-kretem, to jest to niemożliwe.

Umówmy się też, że człowiek kret byłby wyjebany, więc musiałby być samotnikiem – nikt by mu dowcipów nie opowiadał. No, chyba, że miałby partnera człowieka dżdżownicę, ale jego dowcipy byłyby pewnie długie i obleśne, hue hue hue…

Niewiedzy

Wiadomo, że nie każdy wie wszystko. Mamy jakąś tam swoją uczoność mniejszą lub większą. Możesz nie wiedzieć, że prezydent Niemiec nazywa się Frank-Walter Steinmeier, ale w zamian wiedzieć, że stolicą Togo jest Lome. Nic w tym niezwykłego. Nie chodzi o to, że jesteś głupi. Że jedyne co pamiętasz ze szkoły, to gdzie było wyjście. Ale weź sobie wyobraź, że w czasie rozmowy – na takim na przykład – spotkaniu służbowym, totalnie się zawieszasz i nie znasz odpowiedzi na pytanie. Nie! Lepiej – mówisz coś, co wydaje Ci się prawdą, a jest totalną głupotą. Eeee, pojebało mi się, (czerwone uszy) eeee, sorry… (mokro na plecach). Niezły wstyd. Zastanawiasz się teraz nad tą jedną rzeczą, którą ktoś Cię zaskoczył ostatnio i nerwowo wprowadzasz www.wikipedia.com w pasek przeglądarki? Prawidłowa reakcja.

Nagłej śmierci

Szary poranek, kiedy zaczynając od rozklejenia jednego oka, próbujesz stopniowo odzyskiwać władzę nad całością Twojej zaspanej twarzy. Kumacie ten moment? Kurcze, zawsze czuję się wtedy jakby to był jakiś oddzielny byt – w sensie ta luźna poranna spuchnięta twarz – i robił miny, zupełnie nieadekwatne do tego co wydobywa się z paszczy. Jakby to, co mówię, było zdjęciem na Instagramie a “moja” mimika, tym jak wygląda życie w rzeczywistości. Dwa różne światy. Wracając! Myślisz, że nic nie jest w stanie Cię wtedy obudzić, zanim dotrzesz do pracy lub szkoły? Błąd. Wystarczy, że wyobrazisz sobie, że jakiś pojeb wypycha Cię pod nadjeżdżające metro. Albo, że kiedy będziesz wysiadał z windy, ta zerwie się w idealnym momencie, żeby przeciąć Cię na pół. Możesz zostać wciągnięty przez ruchome schody, rozjechany przez pędzący autobus (choć są bardziej upokarzające opcje, np. Daewoo Tico), dostać cios kuchennym nożem w szyję od przypadkowego przechodnia, zginąć zmiażdżony przez kawał metalu, który urwał się z rusztowania, lub wywrócić się twarzą na wystający z chodnika drut i wbić go sobie prosto w tę napuchniętą poranną twarz. Wszystko, wszystko czego zapragniesz! Ograniczeniem jest tylko Twoja wyobraźnia, więc think out of the box!

Kalectwa

Opcja do poprzedniego. Z jednej strony lepsza, bo żyjesz, z drugiej zaś – jak dobrze pomyślisz i wyobrazisz sobie siebie rozpaczliwie mrugającego okiem, kiedy musisz siku, albo nie dajesz już rady oglądać Kropki nad i, ale samemu nie możesz przełączyć – to robi się naprawdę nieprzyjemnie.

Do obu powyższych można zastosować wersję dla Spartan i pomyśleć o krzywdzie dziejącej się Twoim bliskim. BANG!

Choroby

Kiedy ostatnio robiłeś badania kontrolne? Nie pamiętasz? Idealnie! Nie ma to jak zwizualizować sobie porządnego raka. Takiego, po którym amputują Ci tyle wszystkiego, że nie będziesz wiedział, gdzie się kończysz, a gdzie zaczynasz, a ludzie na Twój widok będą reagowali jak na kiszonego śledzia. I choćbyś spędzał urlop na słonecznym Bali, choćbyś siedemnaście palemek do swojego Long Island wsadził i całymi dniami gapił się na radosne krągłe Szwedki w bikini i wszystko to po kolei wjebał na Instagrama, to wizja wielkiego włochatego guza rozwijającego się w zaciszu Twojego żołądka skutecznie sprowadzi Cię na ławkę pod supersamem na zgniłym osiedlu z lat młodości. Jak się postarasz, to zaczniesz to czuć. Normalnie, tak fizycznie. Stwierdzisz, że to kurwa wyczuwasz pomiędzy wałkami na brzuchu! Zacznie ciągnąć, swędzieć czy nawet boleć. Będzie paranoja z efektami specjalnymi.

Nie wiadomo czego

Lub jak wolisz “wszystkiego naraz”. To moje ulubione! Wstajesz i pocisz się jak Magdalena Ogórek, która od pięciu minut nie wlazła w dupę Jarkowi. Kręci Cię w żołądku z nerw, jakby ktoś tam prawdy o Smoleńsku szukał. Czy zamknąłem drzwi? A może nie wyłączyłem czajnika? Wysłałem to pismo do skarbowego? Miałem coś na dziś w pracy zrobić? Wiem! Pewnie nie zapłaciłem za internet i mi zaraz odłączą (największy współczesny koszmar)! Yyyyyy, nie. To żadna z tych rzeczy. Ale coś złego, o czym nie wiem, wisi w powietrzu. I jak mi zaraz to coś znienacka jebnie w ryja, to już po mnie. Już nie żyję. Tak to już teraz. Żegnajcie!

 

Co skutecznie pomaga w podkręcaniu tego typu nastrojów? Nieodbieranie telefonów, nieotwieranie kopert, odkładanie na później lub ciągłe pasienie się przerażającymi sensacyjnymi newsami.

Czemu w głowie rodzą się takie gówna? No więc sięgnąłem do naukowych źródeł i okazuje się, że to wszystko wina tego, że jako naród odchodzimy od tradycyjnych wartości, a lewacy mogą mieć dzieci. Nie no żarcik – nie wiem.

Jak z tym walczyć? Należy kupić fidżet spinera! Ja rozbawiony alkoholem kupiłem ostatnio trzy. Na szczęście doszedł tylko jeden, bo bym się tak uspokoił, że bym kurwa o czym pisać nie miał. Jest tysiąc sposobów na tego typu przypadłości. Niestety – jeszcze żadnego nie znalazłem.

Dlaczego to piszę? No wiadomo, że fajnie se czasem z kimś pogadać i za to nie płacić, a terapię mam tylko raz w tygodniu. ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto powie “mam tak samo”, i wtedy stykacie się na odległość wirtualnymi paluszkami i coś tam, i ciepełko, serduszka, dobra elooo! <3

Patryk Bryliński

 

Cover photo to oczywiście plakat "Creature from the Black Lagoon (1954)"