Interdyscyplinarne podsumowanie roku 2013

Rok 2013 dobiega końca. Zostało już tylko spłukać się, kupując prezenty, wepchnąć w siebie wszystkie świąteczne pierogi od mamy, by potem ponarzekać na to na facebooku, a następnie sylwestrowo uciućkać się na jakiejś imprezie, stracić przytomność przed 23.00 i przywitać nowy rok jak zawsze – kacem.

Zanim jednak wszyscy puścimy się w ten radosny wir, chciałbym podsumować wydarzenia odchodzącego roku. Mam nadzieję, że uda mi się zachować chronologię.

Harlem Shake pojawił się znikąd, rozprzestrzenił szybko jak wysypka i każdy, kto nie zdążył na czas wydłubać sobie oczu, musiał to upadlające widowisko oglądać mniej więcej trzy razy dziennie. Moda na grupowe potrząsanie sobą i innymi opanowała wszystkich: od uczniów gimnazjów po prawników, lekarzy, zakon kapucynów, Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz spółdzielnię epileptyków – ci ostatni zrobili najlepszą wersję. Śni mi się ona do dziś.

 

Benedykt XVI nie wytrzymał ciśnienia związanego z kierowaniem dużą firmą, odszedł na wcześniejszą emeryturę, a jego stanowisko zajął papież Franciszek. Cały świat wpadł w panikę, niektórzy wręcz się oburzyli, co mnie wcale nie dziwi. Każdy czekał na klasyczne blink-blink i kręcące się chromowane fele, a pojawił się facet w białych ciuszkach i prostych butach, który nie wysyła gejów do piekła. Lud nie jest przyzwyczajony do skromnych duchownych, którzy mówią mądre rzeczy, więc podniosły się głosy sprzeciwu, a Terlikowski zawalał noc za nocą, tłumacząc wypowiedzi głowy Kościoła na swoją modłę. Krnąbrny Franciszek pozostaje na stanowisku, więc możemy spodziewać się kolejnych skandali i nagłówków w stylu: “Szok! Papież nie jada kawioru!”.

Zaczęło się to chyba wiosną. Dwa słowa: Transfer Lewandowskiego zagościły na stałe w rubrykach gazet i serwisach informacyjnych. Niektóre z portali założyły zwyczajnie dodatkową zakładkę o tej właśnie nazwie. Codziennie rano Czarek Kucharski niczym newsletter dostarczał nam jakieś nowe, niepotwierdzone informacje na ten temat. I tak Lewy był już jedna nogą w Realu, Barcy, Bayernie, Premiership, Zniczu Pruszków, Ruchu Palikota i Zespole Ludowym Pieśni i Tańca Mazowsze, cały czas będąc drugą nogą w BVB. Myślę, że ten temat pojawi się również w podsumowaniu roku 2014.

W lipcu do Polski dotarł Pieseł i od tam tej pory nikt już nie mówi i nie pisze normalnie. Mem jest fajny, ale chyba nikt nie spodziewał się (hiszpańskiej inkwizycji!), że aż tak wszystkim odjebie. Wow jednak odjebało, uszanowanko, przestańcie już z tym wow, to już takie nudne, czeszcz!

Lot wszedł w posiadanie kolejnego Dreamlinera! Coś jednak poszło nie tak, bo nikt nie zauważył, że to maszyna złożona z popowodziowych szrotów, kupiliśmy go od tajemniczego pana Mirka w skórzanej kamizelce i poza oknami na korbkę nic w tym cudeńku nie działa. Telewizje zafundowały nam reality show o kolejnych awariach i naprawach, a my, niestety, nie polataliśmy. A szkoda – taki ładny był, amerykański.

Referendum w Warszawie. Czy jesteś ze stolicy, czy z Ciechanowa żyłeś tym przez długie tygodnie. W tym czasie demokratycznie wybrany premier namiawiał do olania przywilejów demokracji, opozycja wystawiała kolejnych technicznych kandydatów znalezionych w pośredniaku, a Hanka własnoręcznie przekopała trzecią linię metra i wyłożyła kamienie węgielne pod trzydzieści nowych inwestycji. Warszawiacy dostali korby i każda rozmowa zaczynała się od tego właśnie tematu, np. “Dzień dobry. Nie wybieram się na referendum, poproszę 20 deko salcesonu, 10 sopockiej i podroby dla kotka”. Nazajutrz po finale tej nieszczęsnej akcji nikt już o niej nie mówił. Na szczęście.

Miley Cyrus pokazała tyłek, polizała młotek i cały świat stanął na piździe. Mała dziewczynka, Hannah Montana z klubu Disneya, dostała okresu i jak to bywa z większością dziewczynek – stała się kobietą. Skandal! Płaciliśmy za to, żebyś razem ze swoim dziwacznym starym zabawiała nasze dzieci piosenkami country do usranej śmierci, a nie dorastała i zachowywała się jak szmata! Szołbiznes schodzi na psy!

Był Fornalik, zwyczajowo już były odważne wypowiedzi oraz wielkie nadzieje i jak zawsze nasza droga na mundial w Brazylii skończyła się gdzieś w połowie drogi ze stadionu na dworzec Centralny czyli pod mostem. Potem Fornalik odszedł, Boniek troszeczkę pokokietował, nowym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski został Adam Nawałka, przegraliśmy kolejne mecze i spadliśmy jeszcze niżej w rankingu FIFA. Chyba tyle w temacie zmian.

Arcybiskup Michalik zabrał głos w sprawie pedofilii w Kościele i myślę, że sam Pan Bóg klepnął się mocno w czoło po tym, co wszyscy usłyszeliśmy. Kościół próbował to tłumaczyć i odkręcać, ale wszystko na nic, bo pan Józek co zobaczył mikrofon, to na freestyle’u dorzucał do pieca, aż fajerki podskakiwały. Jak się sprawa skończyła? Ano nijak. Chwila ciszy medialnej i się upiekło – zupełnie jak z Niesiołowkim i jego tekstami o głodnych dzieciach i szczawiu.

11 listopada odbyły się obchody Święta Niepodległości połączone z ulicznym finałem sezonu MMA. Ideowa polska młodzież wyległa na miasto i postanowiła zamanifestować swoją miłość do ojczyzny, rozpierdalając jej stolicę. Oberwało się zaparkowanym lewackim samochodom, liberalnym drzewkom i oczywiście tej zboczonej tęczy, która stoi i obleśnie wypina się w stronę kościoła. Jak co roku wyciągnięto surowe konsekwencje i tych trzech złapanych nastoletnich chuliganów dostało uwagi do dzienniczka i obniżoną ocenę z zachowania. Przerażające jest tylko to, że to zjawisko staje się coroczną tradycją.

Szeryf internetu zatrzymany za wyłudzenia. Najpierw był ofiarą złodziei, potem walczył w obronie innych, a na koniec zaczął obrabiać staruszki. Śpiewak przepuścił cały hajs fundacji na fryzjera i nowe ciuszki, później Szeryf zszedł na drogę przestępczą, a na koniec Nowak sprzedał się za zegarek. Kto natępny? Wróżka Zębuszka zacznie opierdalać nam mieszkania? Jak tu komukolwiek ufać?

Kiedy pojawiło się Warsaw Shore okazało się, że żyjemy w państwie świętoszków. Nie takich świętoszków, jak polski ksiądz z Dominikany, tylko prawdziwych świętoszków, którzy jak zobaczą imprezę, to się wyspowiadać muszą z myśli nieczystych. Chyba o to właśnie chodzi, że ci, którzy najgłośniej krzyczą o bydle i żenadzie, bardzo by chcieli raz zabawić się z takim wypiardem, jak robią to Trybson i jego ziomki, ale boją się o reputację. Poza tym nie oszukujmy się: któż z nas kiedyś tak nie zabalował, niech pierwszy rzuci kamieniem i natychmiast to naprawi. Szkoda tylko, że program nie nazywa się Poland Shore – byłoby to bardziej prawdziwie.

Najebany Wipler. No nie – ten temat bawi mnie niezmiennie. Przemkowi zdarzyło się to, co połowie rodaków, czyli najebać, trafić na patrol, trochę pourać i zebrać kilka pał, ale ponieważ jest osobą publiczną, musiał to wypłakać przed kamerami. Nic jednak na tym nie stracił, bo siniaki zeszły raz dwa, on wrócił do łask prezesa, bo można go było pokazywać jako ofiarę opresyjnej władzy i ataków służb reżimowych, a w dodatku wygrał internetowy plebiscyt na najlepszą scenę lamentu, zajmując pierwsze miejsce ex aequo z Beatką Sawicką. No i te memy, na których jest Reytanem – mistrz!

Ogólnie działo się! Cejrowski jak zawsze gadał, jak przystało na człowieka wieków ciemnych, Macierewicz znowu założył zespół i grali swoje smoleńskie klasyki, Palikot zajmował się najważniejszymi dla narodu rzeczami, czyli krzyżem w sejmie i legalizacją, premier nie dotrzymywał obietnic, Hofman pokazywał pindola, mama Madzi wreszcie zmieniła status z celebrytki na osadzoną, TVN wypuścił kilka kolejnych gównianych programów, Edzia Górniak znowu pisała głupoty na facebooku, Kuba Wojewódzki został zaatakowany napojem gazowanym, ZUS nadal nas dymał i tylko Karol nie zawiódł ze swoimi sucharkami.

Dla mnie 2013 był rokiem, w którym wziąłem ślub z cudowną kobietą i udało mi się przeżyć przygotowania do niego oraz apokalityczny wieczór kawalerski, rokiem, w którym postawiłem razem z Maćkiem na nowo bloga, z którego mam dużo satysfakcji, rokiem dobrej zabawy przy wspólnym wymyślaniu Facecji, pracoholizmu, świadomego zaniedbania rozwoju osobistego i personal brandingu na rzecz alkoholu i piłki nożnej pod każda postacią oprócz tej wymagającej biegania, ocieplania swojego wizerunku w programach śniadaniowych i stacjach radiowych, wizyt w kilku europejskich stolicach za własne pieniądze, kilku dobrych książek, The National, którego album Trouble Will Find Me odsłuchałem 277 razy, i permanentnego stresu, z którym przeszedłem ostatnio na ty i jakoś nam się układa.

 

To najprawdopodobniej mój ostatni tekst Zmemłanych w tym roku, więc życzę Wam wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, cierpliwości, dystansu i – oczywiście – dużo, dużo ukochanych lajków. #wszystkodlalajków


Patryk Bryliński