Ja też Zlatan

Ten tekst jest napisany pod wpływem książki, ale nie jest jej omówieniem, nie dotyczy też bezpośrednio piłki nożnej.

Przeczytałem ostatnio autobiografię Zlatana Ibrahimovicia “Ja, Zlatan”. Fanom piłki nożnej nie trzeba tłumaczyć, kim wspomniany gość jest, niefanom wytłumaczę, że to światowej klasy szwedzki piłkarz bośniackiego pochodzenia, obecnie grający we francuskim Paris Saint-Germain.

 

Życie Ibry to historia typu “od zera do bohatera” w wersji TVN Uwaga Nadaje Na Żywo z Radomia. Dzieciństwo przesrane jak żywot ministranta: pijący rozwiedzeni rodzice, głód, kradzieże, awantury – każdy, kto coś z tego zaliczył, wie, o co chodzi, a inni znają z telewizji. Z chłopaka wyrasta gość, który wszystko, co robi w życiu, robi z zemsty. Gość, który nie potrafi opanować swoich napadów gniewu ani tego, co czasem mówi lub robi, żyjący w ciągłym strachu przed karą i z ciągłą, chorobliwą potrzebie adrenaliny. Gość, który często nie może unieść tego, kim jest ani co robi, i cały czas musi coś udowadniać, ale bez najmniejszych wątpliwości – jest wielki.

Ostatnio pod moim tekstem ktoś napisał, że to kupa, ale w każdej kupie jest bobek prawdy. Być może ta historia dla wielu jest kupą, ale swój bobek prawdy w niej znalazłem. Kiedy Ibra miał najbardziej przejebane, kiedy wszyscy chcieli, żeby odszedł, bo nie pasuje do poukładanego, uśmiechniętego ogółu, bo robi coś inaczej, po swojemu – jemu włączał się wtedy wyższy bieg i na złość wszystkim pokazywał, ile jest wart – że jest najlepszy. I zamykał tym jadaczki hejterów.

Nie jestem fanem wykładów motywacyjnych. Trochę mnie śmieszą, a trochę brzydzą. Za stary jestem na te fikołki, gadki o tym, że mogę wszystko, że świat leży u mych stóp, a ja muszę się tylko po niego nachylić. W nosie mam kulturę sukcesu i zwycięzców. Niestety dorastałem w pokoleniu tych z ciężkim dachem nad głową i teraz każdy kontakt z tymi młodszymi, dla których nawet niebo nie jest granicą, powoduje u mnie szok i niedowierzanie.

Jednak ta jedyna rzecz do mnie trafiła. Ten jeden mechanizm. Kiedy wszyscy dokoła zbierają podpis, aby Cię wykluczyć i pokazać Ci, gdzie jest twoje miejsce, powiedz sobie pod nosem: "Pierdol się! Pierdolcie się wszyscy – jestem [tu wstaw swoje imię i nazwisko] i jeszcze wam wszystkim pokażę!". A potem wyciśnij, ile się da ze swojego leniwego jak niedziela na kacu mózgu i rób kolejne, jeszcze lepsze rzeczy.

Złość to mało szlachetna motywacja? Kogo to obchodzi, jeżeli przynosi skutek?

Patryk Bryliński