Jak być popularnym w internecie?

„Popularność” to najpopularniejsza gra w całym internecie.

Chcemy czy nie – jesteśmy w nią uwikłani, wypełniając wewnętrzne niedojebanie kolejnymi lajkami, szerami i folołersami. Poniżej kilka bezcennych rad, jak wykuwać w cyfrowej skale swój potężny personal brand – nawet (a może zwłaszcza) wtedy, kiedy nie ma się światu absolutnie nic ciekawego do przekazania.

Zrób ranking. To najpewniejszy sposób zapewnienia sobie uwagi. Możesz być pewien, że Twój ranking skomentują wszyscy, których w nim uwzględnisz. Dlatego, jak to mówią w Dolinie Krzemowej i na szkoleniach akwizytorów w Rabce Podlaskiej, think big. Najlepsze dziesiątki i najbardziej inspirujące dwunastki zostaw płotkom, a sam jebnij z grubej rury, na przykład: „46 tysięcy najbardziej wpływowych osób w internecie”. To prawda, risercz zajmie Ci parę miesięcy, ale pomyśl, jakie zamieszanie, jaką epicką burzę rozpęta Twój ranking po publikacji! No, chyba że nie wywoła. 

 

Bądź wyluzowany. Nie spinaj dupy! Rozluźnij poślady! Niczym się nie przejmuj i wrzuć na luz! Internet kocha luzaków, więc jeśli właśnie umarł Ci ukochany członek rodziny – skomentuj to bekowym memem. A kiedy ktoś wyrazi na fejsie oburzenie gwałtem w Lesie Kabackim – zdisuj sztywniaka komentarzem: „Czuję ból dupy :P”.

Oczywiście szczytem luzactwa – jesteśmy w Polsce! – jest ostra najebka. Więc jeśli sobotni poranek powitasz o godzinie 15, budząc się w kałuży moczu na podłodze nieznanej Ci meliny, z głową na granicy eksplozji z bólu, z poczuciem własnej gnidowatości po żałosnych próbach zmacania koleżanki z pracy na imprezie integracyjnej (czemu nie można zapomnieć wszystkiego) – opisz to w statusie; możesz być pewien dziesiątków wirtualnych, luzackich pion, które podziałają na Twój stan lepiej niż kefir i klin razem wzięte.

Wait, what? Przecież NIC nie działa lepiej niż klin. Hłe, hłe, hłe! Piona! Lajk! Szer!

Dbaj o korzystne znajomości. Nic nie doda Ci więcej blasku, niż towarzystwo osób, które lśnią. To prawda stara jak świat: kiedyś mieszczanie snobowali się na znajomość z arystokratami, a dziś złaknione popularności nołlajfy tagują w swoich statusach gwiazdy sieci. Kiedyś był Proust, dziś jest Klout. To ostatnie to pomiar Twojej popularności, wyliczany na podstawie interakcji z osobami popularnymi. Jego istnienie prowadzi do smętnych praktyk oznaczania kogoś w statusie/na zdjęciu tylko po to, żeby „podnieść sobie Klouta”. Nie zdziw się więc, że będąc znaną osobą (powiedzmy, Benedyktem XVI-tym) trafisz do wielu narracji typu: „Właśnie zjadłam kanapkę z serem i ogórkiem. Co ty na to, Benedykt XVI?” A jeśli sam – jako Benedykt XVI – napiszesz taki status, możesz liczyć na tysiące komentarzy w stylu: „Wow, mega Benedykt XVI!!!”, „Omnononom Benedykt XVI”, „Popij Benedykt XVI :)))))”. Bez oznaczaczy nie ma kołaczy, kto sieje tagi, ten zbiera komentarze, gdzie status nie dotrze, tam taga pośle. Tagujcie a znajdziecie, oznaczajcie, a będzie wam dane. Itd, itp.

Strzyż uszami. Owszem, Ty możesz nie mieć nic do powiedzenia – ale od czego jest świat? Stań się bystrym obserwatorem miejskiej obyczajowości i przenikliwym fotografem codziennych absurdów. Czyli, w praktyce: rozmawiaj z ludźmi tylko po to, żeby usłyszeć od nich coś, co możesz wpisać na fejsa. W biurze nie trać czasu na pracę, tylko rozglądaj się za smakowitymi scenkami rodzajowymi. Zapisuj, co mówi Twoja dziewczyna w sypialni. Czyli na przykład: "Kochanie, kiedy w końcu odłożysz ten telefon?"  

Miej i wyrażaj opinię na każdy temat. Bądź czujny! Nie możesz dać się przygnieść milionom megabajtów dyskusji, w których nie weźmiesz udziału. Jeśli odpuścisz choćby na moment, przykryją cię tony cyfrowej papy, spod której się już nie wygrzebiesz. Dlatego miej i wyrażaj opinię na każdy temat: od tego czy Bóg istnieje, przez konflikt w Syrii, zło Warsaw Shore i premierę nowego Playstation, do tatara, który komuś tam nie smakował. Czegoś nie wiesz, na czymś się nie znasz? NIEWAŻNE! Nigdy się do tego nie przyznawaj, dyskutuj, kłóć się, sprawdź na Wikipedii, zniszcz kogoś błyskotliwą ripostą, postaw na swoim. A kiedy jakimś cudem nie wiesz co napisać – wklej gifa.

No i nie martw się, jeśli wyczerpany trzymaniem ręki na pulsie, na chwilę zasnąłeś i przegapiłeś pierwszą falę dyskusji. Zabawa się właśnie zaczyna! Wyraź opinię na temat wyrażających opinię. Zrób podsumowanie opinii na temat wyrażanych opinii na temat wyrażanych opinii. Napisz post, w którym gorzko rozprawisz się z osobami piszącymi o piszących o piszących o mówiących o wrzucających filmiki na temat piszących o tatarze/Bogu/Syrii. Pamiętaj: Twoja opinia musi być zawsze na wierzchu!   

 

Pytanie: po co? Jak to po co? Żeby być popularnym! No tak, ale po co być popularnym? Hm. Na to pytanie odpowiemy niebawem w tekście-rankingu "20 000 luzackich opinii znanych osób na temat popularności". Oczywiście, wszystkich bohaterów tekstu otagujemy.

Maciej Kaczyński