Jak przygotować swoją szafę na zimę

Lato odeszło. Ciężko z tym żyć, ale jeszcze ciężej w to uwierzyć. Człowiek czeka na te dwa prawie ciepłe dni jak na zwrot ze Skarbowego, a potem nawet ich nie zauważa, bo albo je prześpi na kacu, albo w biurze przesiedzi. Idziesz po bułki, jest marzec, wracasz i jest wrzesień, a Ty jesteś piętnaście lat starszy, mieszkasz z matką, a dni spędzasz na harataniu z małolatami w Diablo online. Na rencie, kredycie, debecie, asapie i fotelu biurowym z Bodzio Meble.

 

Trzeba się z tym pogodzić, tak jak z tym, że niektórzy naprawdę piszą teksty o tym, jak przygotować szafę na zimę, jak zrobić loda lub co na siebie założyć, wynosząc butelki do skupu. Zjawisko to jest o tyle przerażające, że myślenie jest skillem na wyczerpaniu, więc przykładanie ręki do jego zaniku jest jak marnowanie surowców nieodnawialnych lub – jeszcze gorzej – wytwarzanie pochłaniającej wszystko antymaterii. Tabloidyzacja nie jest już zjawiskiem, a założeniem, z kolei tworzone masowo treści mają się do rzeczy mądrych, ciekawych lub użytecznych jak picie w Szczawnicy do szczania w piwnicy. Jedni piszą jednowymiarowo, aby inni mogli jednowymiarowo i dosłownie czytać. Tylko patrzeć jak przemyślane teksty, użycie przenośni lub ironii staną się sportami ekstremalnymi, sponsorowanym przez Red Bulla. Nic to! Koniec dygresji. Ocieramy łzy z pleców i do dzieła – szafa sama się szlachetniejszą nie zrobi, lajki się same nie najebią, Polska się sama spod jarzma okupanta nie wyzwoli!

Po pierwsze zlokalizuj wymieniony wyżej mebel. Hint: szafa to nie to, gdzie przechowujesz zazwyczaj brudne i czyste ubrania – to jest fotel. Szafa to to miejsce, którego boisz się otwierać bez kasku, bo upchnąłeś tam wszystko, co niepotrzebne, i do którego na ostatniej popijawie odlał się twój kolega. Powiedzieć o niej horror – to jakby nic nie powiedzieć. Masz to?

Po drugie sprawdź, czy w środku nie ma przypadkiem jakiegoś magicznego przejścia. Jeżeli jest, to wal jak w dym, bo jak bardzo zła królowa by tym miejscem nie rządziła, to i tak będzie w nim lepiej niż tu (zatrudnienie przy budowie wielkiego zamku i darmowy dentysta-kowal), a przy odrobinie szczęścia stara zawinie się do innej zjednoczonej krainy niczym nasz Donek. Hint: to, że po wejściu przywita cię faun, nie musi oznaczać, że to czarodziejska kraina – równie dobrze może być to dom sąsiadki, która, jak wiadomo, z najróżniejszymi typami typów się widuje.

Następnie wywal wszystkie rzeczy, w których nie chodzisz. Bez wymyślania: „tę koszulkę zostawię do spania“, „to mi się jeszcze przyda“ albo „to będę miał na działkę“. Nie oszukujmy się – do spania nie potrzebujesz 12 tiszertów, a nawet jak jedziesz do zabitej gwoździami dziury na grilla, to chcesz wyglądać dobrze. Sentyment olej – wszystkie najfajniejsze rzeczy w Twoim życiu zdarzyły się, kiedy ubrania szły na bok.

*BONUS! Wolne miejsce na nowe ciuchy, które uważasz za fajne i które będziesz nosił nieświadomy tego, że inni się z nich pizgają; możliwość wyczyszczenia szafy z sików kolegi oraz truchła kota i używania jej w sposób właściwy, co daje Ci MIEJSCE DO SIEDZENIA W POSTACI ODGRUZOWANEGO FOTELA.

Teraz najważniejsze. Odrzucone ubrania wrzuć do torby i zawieź w poniedziałek o godzinie 20.00 pod Dworzec Centralny. Spotkasz tam Katarzynę Nicewicz, która organizuje w tym miejscu cotygodniową akcję „Daj herbatę“. Przekaż jej łaszki, aby ona mogła przekazać je bezdomnym. Poziom wysiłku – zero. I tak będziesz kręcić się w okolicy z nadzieją, że wyciągniesz kogoś na browar. Zrób to „po drodze“.

**BONUS! Czujesz się dobrze, bo pomagasz innym. Jeżeli pomyślisz i siekniesz focię na instasia, to inni będą myśleć o Tobie to samo. W piekle wygasa Twoja rezerwacja, na którą zasłużyłeś sobie dobrze wiesz czym, a w niebie zaczynają myśleć, że może warto rozpatrzyć opcję przyjęcia Cię, kiedy Twoje YOLO stanie się faktem. Hint: Nieważne, z jakiego powodu pomagasz innym. Ważne, że to robisz.

Idzie zima. Dla Ciebie oznacza ona jedynie „Kurwa, jak piździ!“ zamiast „Cześć, co słychać?“, dla tych, którzy własnego gniazdka nie mają, problem w postaci „Czy dożyję wiosny?“. Ci ludzie i tak są w tyłku, więc możemy zadbać o to, by swoich bezdomnych tyłków przez zimę nie odmrozili i wesoło zaintonowali „My się zimy nie boimy!“.

Dodatkowe info: jeżeli masz drajwa na „pomaganie na bogato“, dokup po drodze kilka zupek, pasztetów czy gorących kubków. Przydadzą się.

Nie mieszkasz w stolicy, a mimo to chcesz pomóc? Skontaktuj się z Katarzyną i przelej kilka groszy na konto akcji, poinformuj o Daj herbatę znajomych – lajkuj, szeruj, daj znać światu. 

My własne zmemłane szafy już przygotowaliśmy na zimę. Przejścia nie było, a próby zrobienia go wiertarką udarową skończyły się wezwaniem dzielnicowego i utratą palca serdecznego. W poniedziałek jedziemy zrzucić towar. Do zo na miejscu! Zimo napierdalaj! (tylko nie za długo)

Patryk Bryliński

Wpis nie jest sponsorowany przez "Daj herbatę" (bo niby z czego?), a Katarzyny nawet osobiście nie znamy. Pływamy w hajsie, który zarobilismy na obrzydliwie komercyjnej współpracy z producentem serków Topix, a przy okazji kokainowego zejścia w hotelu Sheraton pomyśleliśmy, że o dobrych inicjatywach trzeba głośno mówić. I tyle.