Kobiety, na które należy uważać

Jakiś czas temu pośmiałem się trochę z facetów i ich metod podrywu, czuję się więc w obowiązku, aby w ramach przestrzegania parytetów napisać trochę o kobietach.

Panowie! Wszyscy wiemy, jak jest. Kiedy na horyzoncie pojawia się możliwość zaliczenia czegoś więcej niż zgon na tapczanie u kolegi, większość z nas dostaje totalnego zaćmienia zmysłów, co często prowadzi do działań równie nieprzemyślanych, co wyjazd do Jastrzębiej Góry. Nie zważając na zdrowy rozsądek, robimy wszystko, aby wymusić karniaka, powinniśmy jednak pamiętać, że karma bywa dziwką, która w odpowiednim czasie wlepi nam za to żółtą kartkę. Jak to później wygląda? Jak studiowanie po trzydziestce. Wyłożę Wam to na kilku przykładach.

 

Stefania Dżobs aka Balbina Gejts

Młoda karierowiczka szybko pnąca się po szczeblach kariery. Miłości na bogato oczekuje od Ciebie na co dzień. Jest zapracowana, ambitna i chce od życia o wiele więcej niż Ty, więc nie zaimponujesz jej zmłóceniem siedmiu harnasi. Zapomnij o miernocie. Będzie ciężko jak poczas oglądania ekranizacji “Wiedźmina”.

W Twoim życiu, którego jedynym motorem napędowym do tej pory było zjedzenie kebaba, zagoszczą tak nieznane ci zjawiska, jak np. planowanie przyszłości. Szok będzie coraz większy, kiedy uświadomi Cię, że kiedy mówi o rozwoju osobistym, ma na myśli Ciebie, a nie Twojego paladyna z “Diablo”. Słodki nastrój pierwszego razu w ublikacji, który zdarzył się Wam po pijaku podczas imprezy integracyjnej, też już nigdy nie powróci. W łóżku będziesz musiał sprawić jej przyjemność, dorównującą co najmniej tej, towarzyszącej jej podczas przeglądania listy najbogatszych Polaków wg “Forbes”.

Jakakolwiek byłaby pora dnia czy nocy, ona już Ci ją zaplanuje. Nie próbuj się kłócić. Jest korporacyjnym predatorem i nie takich, jak Ty, już sobie podporządkowywała. Nie myśl, że zwyczajnie się poddasz i Cię zostawi. Nie. Zrobi z Ciebie takiego faceta, jakiego sobie wyobraziła, kiedy zobaczyła Cię po raz pierwszy, gdy przelewałeś przyniesione w plecaku piwo do klubowego kufla.

Oczywiście możesz ją porzucić. Jednak pamiętaj, że to tak, jakbyś odchodząc z pracy, powiedział szefowi, że i tak poza oglądaniem porno nic nie robiłeś. Jest równoznaczne z tym, że najbliższe miejsce, w którym dostaniesz pracę, znajduje się gdzieś w okolicach wyspy Wolin.

 

Katarzyna Kozyra wannabe

Kiedy tylko polecisz na jej artystyczną duszę, ściśniętą puszapem pod hipisowską bluzeczką, od razu staniesz się częścią jej warholowskiego światka. Szybko poznasz wszystkich jej znajomych i ulubione miejsca i od tej pory to będą Twoi znajomi i Twoje ulubione miejsca. Znudzone twarze, pierdolenie o filozofii i współczesnych artystach, rzucanie nazwiskami i tytułami performansów, których nikt nie widział, bo zazwyczaj są zwyczajnie gówno warte, bełkot o sensie bezsensu. Raz na jakiś czas każdy kto nie zakłada dresu na ślub kolegi, lubi te klimaty, ale dla Ciebie, Kolego, będzie to teraz codzienność.

Wiem, że lubisz czasem obejrzeć film na podstawie komiksu: ze Staloniakiem w roli głównej i nakręcony w technologii IMAX. Niestety, od dziś będziesz męczył się na całonocnych maratonach kina eksperymentalnego, podczas których zamiast popcornu zagryza się prażone odwłoki langusty. Uwierz mi, że zdjęcia z windy Wolińskiego nie są najgorszą rzeczą, jaką widziałeś.

Masz ochotę na szalone i sprośne bzykanko na komodzie? Przykro mi. Najpierw będziesz musiał przelecieć ją intelektualnie. Seks tantryczny, czterogodzinna gra wstępna z ambientową muzyką w tle, rytuałami, odczytami poezji, kadzidełkami i masowaniem skroni, gdzie zanim do czegokolwiek, co Cię interesuje, dojdzie – dawno będziesz już spał.

Przyjdzie ten moment, kiedy nie wytrzymasz tęsknoty za konsolą i kolegami, którzy myślą, że Yoko Ono to koreański koszykarz. Wtedy zakończysz ten związek tekstem ze “Spidermana” i nigdy więcej nie wybierzesz się na żaden wernisaż. Może i dobrze – w przeciwieństwie do setek innych ludzi, nie zobaczysz serii grafik stworzonych przez tajemniczy kolektyw artystyczny TB&P (Twoja Była & Przyjaciele), traktujących o tym, jakim bezdusznym bydlakiem byłeś, zostawiając ją.

 

Blogująca influencerka aka Kominiarka

O tym, że jesteście parą, dowiesz się oczywiście z jej statusu związku na Facebooku. Potwierdzi to zdjęcie Twojego imienia poprzedzonego hasztagiem, wytatuowanego na jej podbrzuszu.

Pożegnaj się zatem ze swoją prywatnością. Możesz być pewien, że wszystko, co dzieje się w Waszym związku –  dobre i złe – trafi na jej bloga, Twittera, Facebooka lub zostanie omówione na jednej z blogerskich konferencji jako tak zwany case. Nigdy więcej nie usłyszysz od znajomych: “Co u ciebie słychać?” – wszyscy będą to wiedzieli z jej zapisków. Pytania będą brzmiały raczej: “Zacząłeś się wreszcie wysypiać czy nadal śni Ci się Silvio Berlusconi?”.

“Drogi fejsbuniu, jakie majteczki będą bardziej pasowały mojemu małemu misiulkowi?” –  właśnie w takich postach będziesz oznaczany i pod takimi postami koledzy dadzą upust swojemu poczuciu humoru, uświadamiając Ci, jak potworną pizdą jesteś.

Kiedy nie będziesz już tego wytrzymywał i poznasz nowe, o wiele gorsze znaczenie słowa samojebka, postanowisz zakończyć tę przygodę – szykuj tyłek na kolejne niespodzianki.

Porzucona blogerka jest jak windykacja ZTM-u – dosięgnie Cię nawet w Bieszczadach.

Najnowszy opublikowany przepis na paluszki krabowe opatrzy nazwą “Maluszek mojego byłego”. Przy prezentowaniu nowej kreacji na blogu wspomni mimochodem, że czasem przymierzałeś jakieś sukienki lub gorsety. Na koniec napisze listę najgorszych typów facetów, na której zajmiesz pierwsze miejsce, a w tekście znajdą się historia Twojej przeglądarki i linki do Twoich kont na Facebooku, Twitterze i Google Plus. Zostawi Ci Naszą Klasę – powodzenia.

Jest piątek. Wiem, że jesteście zwarci i gotowi na Rocco action na mieście. Wiem też, że ani ten tekst, ani szóste przykazanie, ani nawet polski ksiądz z Dominikany Was przed tym nie powstrzyma. Bądźcie zwyczajnie rozważni i nie dajcie się ponieść jedynemu kompasowi, który uznajecie.

Kurwa, sam nie wierzę w to, co piszę. Miłego weekendu!

 

Patryk Bryliński