Lajfstajlowy słownik lajfstajlu #2

Tak jak po wejściu do CSW następuje czekin, tak po pierwszej części Lajfstajlowego Słownika Lajfstajlu, następuje druga. Zapraszamy!

#Lajki

O dostawaniu lajków pisaliśmy już dużo, więc tym razem napiszemy o ich dawaniu. Dawanie lajka to w życiu lajfstajlowca czynność bardzo ważna. Wiadomo, że wszyscy zobaczą, że dał czemuś/komuś lajka (oczywiście cały świat nie ma nic innego do roboty, tylko w wielkim napięciu czeka, żeby to zobaczyć!) – i wszyscy na tej podstawie go ocenią. Zanim kliknie niebieską łapkę pod czymś, co mu się spodobało, biedak spędza więc ciężkie minuty na rozkmince: warto to kliknąć czy nie warto? Czy jest to wystarczająco wysmakowane, niszowe, nowe – a może odwrotnie, aż tak obciachowe, że aż ironiczne, a może to kliknę, i oni sami nie będą wiedzieli, czy to ironiczne czy na poważnie, i wtedy wyjdę na takiego super gościa, takiego głębokiego i tajemniczego, zupełnie nieoczywistego? Po półgodzinie tej gonitwy myśli lajfstajlowiec dostaje nerwowego rozstroju żołądka i jedyne, co tego dnia kliknie, to spłuczka w sedesie. Za to kliknie ją parę dobrych razy.       

#MuwiMaratons

Jak #muwis to obowiązkowo #maratons. Oglądanie filmów pojedynczo jest sooo 2013. Pamiętaj, że żyjesz w czasach, kiedy udostępnienie czegoś, co udostępniane było godzinę temu, grozi Ci kąpielą w internetowych pomyjach, zasypaniem setką “sucharów” i utratę kilkudziesięciu znajomych, więc nie zamulaj i organizuj maratony. Wiem, że pierwsze co przyszło ci do głowy i wymalowało perlisty uśmiech na Twojej twarzy, to wszystkie odcinki Borewicza lub pierwszy sezon Seksu w wielkim mieście. Niestety nie o to chodzi. Maraton powinien być wymyślony za pomocą jakiegoś zaskakującego klucza. Bergmanem też już nikogo nie zaskoczysz a wyjdziesz tylko na pretensjonalną lebiegę. Kilka propozycji na dobry start: filmy, które w tytule mają słowo “szuwary”, horrory w których źródłem zła są środki czystości, najlepsze nieme musicale, najbardziej zagraniczne polskie dokumenty lub najlepsze drugoplanowe role Jakimowicza. Bądź przewrotny, myśl ironicznie, a przede wszystkim unikaj uznanych filmów.

#Nerd

Kiedyś ktoś, kto ważył poniżej 35 kilo, nosił swetry w rumuńskie wzorki po starej, był bity nawet przez tych, którzy co niedziele służyli do mszy, a płeć przeciwną widział tylko w postaci czarodziejek lub smoczyc w grach i książkach. Dziś każdy, kto obejrzał choć jeden epizod Starłorsów lub włączył na telefonie grę inną niż te z ptakami. Jeżeli jeszcze nie czaisz to nerdostwo jest obecnie modne, więc wtrącenie “ale ze mnie nerdzik”, kiedy będziesz informował znajomych o tym, że obejrzałeś trzy odcinki Gry o Tron z rzędu, będzie mile widziane. Mylisz Lema z Lego, wydaje ci się, że Prince of Persia to ten od Purple Rain a fireball to drużynowa gra plażowa? Nieważne. Żaden prawdziwy nerd tego nie zweryfikuje, bo zwyczajnie będzie się wstydził z Tobą rozmawiać. W internecie uważaj – klawiatura to ich magiczna broń, którą z satysfakcją NAKAPSLOKUJĄ CI DO DUPY!

#Oflajn

Ostatnim krzykiem mody wśród wszystkich, którzy bez chwili przerwy podłączeni są do fejsbuka, jest chwalenie się całkowitą wolnością od onlajnu – czyli celebracja oflajnu. Kiedy wyciągniesz telefon przy takim wolnym duchu, ten spojrzy na Ciebie z pogardliwie zatroskaną wyższością: “Naprawdę, musisz..?” Sam sprawdzi fejsa w kiblu, jak nikt nie będzie patrzył.

O radykalnie oflajnowej wyprawie oflajnowca (dajmy na to, na pustynię Karakorum) ciemna fejsbukowa masa dowie się oczywiście z czekinu, który oflajnowiec wykona na środku pustyni, żeby pochwalić się światu, jak bardzo jest oflajn. Generalnie lajfstajlowa celebracja oflajnu przypomina zapewnienia kogoś, kto mówi, że nie jest alkoholikiem, bo pije tylko małe piwa dla smaku – i zapomina dodać, że wypija ich 15 każdego dnia.    

430516897_f848c85cea_o

Photo credit: austerlitz7 / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-NC-ND 2.0)

#Photos

Nic nie będzie kompletne jeżeli nie zostanie udokumentowane chociaż jednym zdjęciem. Prawdziwy lajfstajlowiec prędzej zdechnie z głodu niż ruszy jedzenie bez wcześniejszego sfotografowania go, więc zawsze miej przy sobie ładowarkę, bo wyjście na lancz ze znajomymi może zamienić się w horror. Wywróciłeś się na schodach i wybiłeś sobie wszystkie jedynki? Jeżeli nie masz zdjęcia, to jesteś zdrowy jak ryba i wracaj do roboty, bo i tak żaden dentysta Ci nie uwierzy. Wyjechałeś gdzieś i nie sfotografowałeś tego, to tak jakbyś został w domu, owinął się kocem z polaru i oglądał seriale z kotem siedzącym dupskiem na Twojej głowie – nigdzie nie byłeś! Pics or did’n happen!

#Pieniądze

Nie chodzi o to ILE ich masz, ale o to JAKIE. Po każdej podróży (zob. #Trawel) trzymaj w portfelu zagraniczne banknoty i monety przez kolejne pół roku. Przy każdej możliwej okazji wyciągaj je i pokazuj wszystkim, mówiąc głośno: “Ojej, no w końcu muszę coś z tym zrobić!” Wiadomo, że bahty, rupie albo euro w portfelu automatycznie czynią Cię księciem życia – światowcem, trochę gwiazdą filmową a trochę romantycznym bakpakerem, bliskim przyjacielem Dalajlamy i arystokratą od 27 pokoleń. Kłopot może pojawić się w momencie, kiedy Cię przypili i w swoim kolorowym skarbcu będziesz gorączkowo szukał dwóch zeta, żeby zapłacić babci klozetowej za możliwość odlania się na mieście. Kurczę, no przecież musisz mieć coś polskiego, kurcze, już pani daję, no gdzie ta cholerna moneta, kurcze, kurczee ee – aaaaaaaand it’s gone :/     

#Rower

Przecinający salony lajfstajlu rower to wcale nie praktyczny pojazd do poruszania się po mieście – to przedłużenie naszej duszy, dwukołowa emanacja wnętrza, poskręcanego przez lekturę dyskusji na temat polemik z recenzji spektakli sztuki postmetakrytycznej. Pokaż mi swój rower, a powiem ci kim jesteś, mój rower to mój zamek, itd, itp. Oczywiście zapomnij o zwykłych rowerach ze sklepu: w tej grze liczą się tylko rowery KASTOMIZOWANE. Porada praktyczna: kastomizuj swój rower tak długo, aż nie będzie mógł jeździć. Wtedy, zamiast męczyć się tym całym machaniem nogami, będziesz mógł spokojnie podziwiać swoje cacko. Nie zapomnij wrzucić fotek na instasia!     

#Sukces

Media, które piszą o piętnie sukcesu młodej generacji, to media dla mięczaków, a o współczesnym lajfstajlu wiedzą tyle co pani Fotyga o dyplomacji.  Dla Ciebie sukces ma być tak oczywisty, jak comiesięczny przelew od starych. Miarą sukcesu nie są pieniądze – zapomnij – to było w latach 90-tych. Dziedzina, którą się zajmujesz też nie ma większego znaczenia, ale powinna być novum na tle innych. Sklep rowerowy? Nie. Sklep i warsztat rowerowy, w którym oferujesz kącik kawiarniany, tartę z oliwkami nadziewanymi anchois nadziewanymi kaparami nadziewanymi nasionami kolendry oraz planszówki. Co z tego, że pies z kulawą łapą do Ciebie nie przyjdzie. Sukces jest taki jaka jest Twoja autokreacja. Inaczej wpadniesz w otchłań razem z innymi mięczakami, którzy niby robią ciekawe lub dobre rzeczy, ale nikt o nich nie wie.

#Szoping

Rajd po Złotarach albo Galmoku to lajfstajlowy balsam na ból duszy, udręczonej ciągłym lękiem, że inni mają o wiele lepiej i więcej. Prawdziwy szoping to żadne chamskie napychanie koszyka – to świadome i radosne doświadczenie konsumpcji i święto stylu. Ważne, aby był to kłaliti tajm – dzień spędzany bez pośpiechu, pośród dobrych marek i produktów premium. W naprawdę jakościowym szopingu jest też jednak miejsce na spontaniczność. To szoping kreatywny, w trakcie którego pozwalasz sobie na jakieś małe szaleństwo, dajesz się uwieść momentowi, zapachowi, impresji… Czyli – idziesz do sklepu kupić majtki, a wracasz z lampą z BoConept, stacjonarnym rowerem treningowym i garniturem z Zary. Majtek jak nie było tak nie ma, więc garnitur musisz niestety założyć na gołą dupę.     

nogi

Photo credit: chotda / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-NC-ND 2.0)

#Trawel

Słowa takie jak “wczasy” czy “wakacje” są w lajfstajlowych kręgach jak “huncwot” czy “łapserdak” – jeżeli się nimi posłużysz to najprawdopodobniej zostaniesz uznany za zwykłego wieśniaka. Jest opcja, że wyjdziesz na uber-hipstera, ale bezpieczniej będzie jeżeli w ogóle z nich zrezygnujesz. Teraz nie jeździ się na wakacje tylko podróżuje – i to nie byle gdzie!

Uwielbiasz Zakopane? A nazywasz się Witkacy? Piszesz, malujesz i możesz bez mrugnięcia okiem powiedzieć o sobie bohema? Nie? To zachowaj to dla siebie, a w podróż udaj się na Islandzki Lodowiec albo Festiwal Takina w Bhutanie. Uprzedzając pytania w komentarzach: o Mazurach też zapomnij.

#Vimeo

Vimeo jest dla jutjuba tym, czym Alma dla Biedronki: pięknym i opalonym kuzynem z Ameryki. Wiadomo, że jak nakręciłeś pod Planem B prześwietlony filmik, na którym słońce urokliwie wylewa się z tunelów w uszach kolegi, to wrzucając go na jutjuba, będziesz przypałowcem, który pokazuje chuj wie po co filmik z komóry, a wrzucając to samo na Vimeo – młodym, utalentowanym reżyserem, który prezentuje swój reel. Kłopot w tym, że do Biedronki (i na jutjuba) zagląda dużo więcej ludzi. Coś za coś.      

#Znajomi

Nie liczy się ilość. Liczymy tylko falołersów. To jest ta Twoja internetowa moc, a zarazem pierwszy schodek do depresji, kiedy choć jednego Ci ubędzie. Znajomych mierzy się punktami fejmu. Przy tych, którzy znajdują się na górze tabeli ogrzejesz się najbardziej. Nie ma sensu iść na koncert, jeżeli w zespole nie gra Twój znajomy obiecujący jazzowy klarnecista młodego pokolenia, stratą czasu jest czytanie książki lub bloga jeżeli Twój znajomy nie jest autorem wyróżnionym w prestiżowych plebiscytach i daj sobie spokój z czekowaniem lub oznaczaniem kogoś w postach, jeżeli masz oznaczać maluczkich, których nawet do Dzień Dobry TVN nie zapraszano. Wiadomo, że w chwili wytchnienia możesz na chwilę spotkać się ze starymi znajomymi z osiedla czy ze szkoły, poopowiadać dowcipy o puszczaniu bąków, wypić kilkanaście Żubrów i stracić przytomność w przedpokoju, czyli zwyczajnie dobrze się bawić, ale lansu Ci z tego nie przybędzie a przecież nie o to chodzi, prawda?


A o co chodzi? Chodzi o lajfstajl: życie pełne smaku, jakości i małych bezsensów, od których dostaniesz zawału przed 35-tym rokiem życia oraz permanentnej depresji na jego resztę. Kończymy, śpiewając nową wersję szlagieru Kombii: słodkiego, miłego lajfstajlu – i kompletnie oflajnowo ruszamy w miasto. Za godzinę zczekinujemy się na kreatywnym szopingu.

Patryk Bryliński, Maciej Kaczyński

Cover Photo credit: x-ray delta one / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-NC-SA 2.0)