List otwarty do św. Mikołaja

Drogi św. Mikołaju,

w czasach, kiedy wszyscy wokół są straszliwie cool i zamiast mówić o co im chodzi, chowają się za beką, którą toczą z beki dla beki z beki na temat beki – my postanowiliśmy oddać się zupełnie niemodnym marzeniom i niezobowiązująco poprosić Cię o kilka małych usprawnień, dzięki którym nasze zmemłane światy mogłyby się troszkę odmemłać.

Owszem, nie zawsze było nam po drodze – Ty byłeś nie do końca prawdziwy, a my nie do końca grzeczni (te pijackie smsy wysyłane do dziewczyn po nocach pisała rozpacz, nie my). Nadchodzi jednak czas świąt, a nam z rachunku prawdopodobieństwa wychodzi, że bardziej opłaca się do Ciebie napisać niż nie. Kto nie ryzykuje, nie pije 0,7 na pusty żołądek (a może odwrotnie). Oto garść naszych próśb; liczymy, stary, zmęczony brodaczu, że trafimy na Twój dobry humor, rozczulonego kaca albo że wstawi się za nami jeden z Twoich reniferów – i ogarniesz przynajmniej część z nich.

Chcielibyśmy:

Nie przejmować się fejsbukiem i tym, co się tam wyrabia (prosimy, Mikołaju, błagamy, reniferze  – dacie nam kapsułki z potężnymi anty-niebieskiemi ciałami forte!!!)

Żeby ludzie byli dla siebie mili (wersja minimum – gdyby ścięto budżet na full opcję: żeby AŻ TAK się do siebie nie przypierdalali o to, że inni nie są dokładnie tacy sami jak oni).

Pamiętać o tym co ważne. Bo póki co są takie dni, kiedy przejmowanie się tym co nieważne [patrz punkt pierwszy], wypełnia nam 95% czasu.

Cieszyć się tym co mamy, bo w ciągłym wewnętrznym przykurczu nie widzimy, że właśnie spełniamy swoje marzenia sprzed paru lat. Tak: jesteśmy gośćmi, z którymi nasze kilkuletnie, przeszłe wersje bardzo chciałyby grać w piłkę za blokiem (chlip). 

Nie musieć bez przerwy czegoś udowadniać. Prosimy Mikołaju, zabierz nam znad głów wielki, srogi świat, który nachyla się nad nami z notesem i sprawdza, czy byliśmy we wszystkim najlepsi, czy nie zrobiliśmy żadnej literówki i czy w każdej dyskusji, w którą nieopatrznie się wdaliśmy, mieliśmy ostatnią, najbłyskotliwszą ripostę.

Żeby wszechogarniająca, błotnista szarość nie zasysała WSZYSTKIEGO wokół. Jeśli ktoś chce być najdziwniejszy i najbardziej kolorowy na świecie – niech nikt nie ściąga go za wszelką cenę do swojego bagiennego poziomu.

Żeby mniej używano frazy “tyle w temacie”.

Żeby wokół było ładniej. To coś dla Ciebie, latający reniferze: kiedy będziesz frunął nad Polską, machnij (no dobra: przyjeb) kopytkiem w miliony billboardów, przygniatających nasze ulice, w tysiące ton kolorowego styropianu, który oblepia wyrosłe w przedmiejskich błotach osiedla, i w nasze niewydarzone drapaki chmur (oczywiście: sprawdź wcześniej, czy nikogo nie ma w środku!)

Żeby ludzie, którzy pozwalają swoim psom srać na chodnik, co drugi krok wchodzili w niesprzątnięte psie kupy. I żeby znaleźli je pod choinką.

Żeby spało się lepiej w łóżku wieczorem niż rano i w ogóle lepiej w sypialni, niż podczas filmu lub na “strategicznie ważnych spotkaniach” w pracy.

Żeby w brzuchu nie dochodziło do wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull podczas poznania i rozmowy z każdą, nawet najmniej ważną nieznajomą osobą i żeby udało się wtedy składać jakiekolwiek sensowne zdania (o złożone nie prosimy).

Żeby ludzie, którzy mówią, że “uzależnieni są sami sobie winni”, a “depresja to po prostu zły humor”, częściej niż inni przywalali małym palcem od stopy w jakiś twardy mebel.

Niech Polska Reprezentacja w piłce nożnej pojedzie na Mistrzostwa Europy do Francji (i nie gra tam samych meczów o honor).

Żeby karta kredytowa się z powrotem sama napełniła, i żeby przybiegli po nią hobbici (możesz też wysłać swoje elfy) i wyjebali ją do jakiejś dziury w Mordorze.

Aby nastąpił taki moment, że wszyscy ludzie dookoła odpuszczą sobie zajmowanie stanowiska w każdej sprawie i ciągłe wypowiadanie błyskotliwie skonstruowanych opinii. My tez już bardzo potrzebujemy sobie to odpuścić.

Galę KSW na której walką wieczoru będzie Adam Hofman vs Stefan Niesiołowski.

Aurę mądrości, która sprawi, że codziennie będziemy atakowani informacjami wartościowymi a nie tymi pokazującymi kolejną wpadkę modową kogoś kogo nie znamy (ale pojawia się w telewizji). l żeby dziennikarze pisali o świecie mądre, syntetyczne artykuły, a nie wyłącznie [AKTUALIZOWALI MEMY]

Wielką wyspę, na której zebraliby się wszyscy neofici świata (bez względu na dyscyplinę) i zostawiając innych w spokoju, wzajemnie dawali sobie dobre rady i wskazówki.

Żeby każdy, kto wchodząc do zatłoczonego autobusu, mruczy pod nosem: “Kurwa, gdzie ci wszyscy głupi ludzie jadą” zobaczył w niebiańskim błysku oświecenia, że sam jest jednym z tych ludzi, którzy gdzieś jadą, kurwa.

Żeby ci, którzy zabrali społeczeństwu symbole narodowe, wreszcie je oddali, bo jest w Polsce trochę więcej ludzi, niż jedyna słuszna frakcja, którzy chcieliby ich używać. I niech nie będą już więcej łączone z barwami klubów.

Żeby rowerzyści, którzy postanowili być szybcy i wściekli między przechodniami na chodnikach, nie zapierdalali z prędkością opróżniającego się na imprezie portfela.

Żeby Putinowi nie wyszło.

 

A jeśli jednak, Mikołaju, nie istniejesz (kurcze, jest taka opcja) – niech mały, wesoły, metaforyczny Mikołajek z rzadką jeszcze bródką (świeżo po wizycie u barbera) obudzi się w naszych udręczonych, acz jaśniejących światłem nadziei duszach. I niech się ku*#@ weźmie do roboty!


Czego sobie i Wam świątecznie życzymy <3

Patryk i Maciek

 

Żródło cover photo