Mity wspólnego mieszkania

Wspólne mieszkanie z partnerem/partnerką to pole krwawych bitew, na którym poległo niejedno romantyczne uczucie. Słodycz pierwszych pocałunków trafia tu pod ostry, artyleryjski ostrzał niezmytych talerzy; bezlitosny nalot na niewinne trzymanie się za ręce przeprowadza nierozwieszone pranie; dzieła zniszczenia dopełnia napalm robienia zakupów.  

Walka o to, żeby nie dać się przeważającym siłom przeciwnika (czyli tych dziesiątkom codziennych, przyziemnych czynności) jest tym trudniejsza, że wiele tych prostych, domowych działań spowija mgła niedopowiedzeń i podświadomej presji. Często czujemy, że coś powinniśmy zrobić, a czegoś nie, i zmagamy się z tym poczuciem, zamiast wydobyć je na jaw i skonfrontować z tym co myśli o nim partner/ka.   

Zapraszamy – we współpracy z marką Zelmer – na mały przegląd takich domowo-związkowych “oczywistości” i sytuacji, które tylko z pozoru są jasne.   

1. OCZYWIŚCIE, że partnerka oczekuje od swojego faceta zaangażownia w wystrój domu. Nawet go do tego zachęca. W końcu to ich wspólna przestrzeń! I super, żeby on też poczuł się za nią odpowiedzialny! A JEDNAK… kiedy ten facet wreszcie coś do domu kupi, z własnej inicjatywy, bez konsultacji – załóżmy, że to fotel – jakże często jego partnerka jest wtedy niezadowolona. Przecież ten fotel tu zupełnie nie pasuje! Misiu, no nie widzisz, że to w ogóle w tym miejscu nie wygląda? No pewnie, że super, że go kupiłeś! Super! A oddasz go do sklepu sam czy ci jakoś pomóc?

2. OCZYWIŚCIE, że oboje partnerzy dzielą się po równo domowymi obowiązkami – sprzątaniem, zmywaniem itd. A JEDNAK, jakże często to partnerka czuje się za tę sferę bardziej odpowiedzialna. Czemu? “Bo jest kobietą”? To przecież argument absolutnie irracjonalny, nie mówiąc o tym, jak bardzo jest on szkodliwy! Słychać w nim obrzydliwe chlupanie szlamu stuleci patriarchatu i obleśnego samozadowolenia wąsatych wyzyskiwaczy. A jednak. Mimo, że tego nie chcemy – szlam przywarł do nas mocno, i nawet po gruntownym zgoleniu wąsów facetom często nie spieszno do mopa czy zlewu.       

3. Sytuacja odwrotna – bo oparta na tym samym, nieszczęsnym “echu stuleci” (a nawet tysiącleci). Coś w domu się zepsuło. Poszła jakaś uszczelka, złamał się jakiś uchwyt, odkręciła się jakaś śruba. OCZYWIŚCIE, że oboje partnerzy są jednakowo odpowiedzialni za tę drobną naprawę. Oczywiście że tak! A JEDNAK to facet natychmiast czuje się zgnieciony ciężarem presji. To ON musi stanąć na wysokości zadania i to szast prast naprawić! Dlaczego? “Bo jest facetem”? Argument równie idiotyczny jak ten z poprzedniego punktu! No bo jak niewielka różnica anatomiczna wpływa na umiejętność zmiany uszczelki w kiblu? Puk, puk, to my, Komisja Sprawdzania Różnic Anatomicznych! Masz TO = perfekcyjnie naprawiasz cieknący kran, do roboty! – Ale Szanowna Komisjo, to prawda, mam TO, tylko że całe życie poświęciłem na studiowanie fizyki kwantowej i nie mam pojęcia o naprawianiu kranów… – Cicho! Masz siusiaka? To co się głupio wykręcasz? DO ROBOTY! A ty? Nie masz? Ok, możesz wrzucić na luz, dajemy ci spokój.

Tak to ma działać? No chyba nie bardzo. A jednak. A JEDNAK!

4. OCZYWIŚCIE, że da się dbać o dom tanio. Oczywiście że tak! A JEDNAK…

 

5. OCZYWIŚCIE, że obydwoje utrzymujemy dom. Czasy, kiedy stary przynosił wypłatę i to on wykładał na wszystko (a jak miał dobry humor to nawet starej dał kieszonkowe na rajstopy), minęły tak, jak mijamy się z prawdziwym życiem zagapieni w ekrany smartfonów. Mimo że wciąż jest tu trochę do zrobienia, kobiety zarabiają normalne pieniądze, wiele z nich zarabia więcej niż faceci a niektóre zarabiają tyle, że facetów sobie kupują paczkowanych jak cukierki. I dobrze! A JEDNAK! Kiedy twój biznes na chwilę się zakrztusi, zasmarcze od niezapłaconych faktur a ciśnienie przepływającego hajsu spadnie tak, że zdiagnozujesz kłopoty finansowe w domu – TO TY czujesz, że musisz to naprawić. Na nic rozmowy z partnerką, zapewnienia, że razem damy radę, że ona też zarabia  – Twoje CV jest już gotowe a plan podjęcia siedmiu dodatkowych etatów właśnie wchodzi w życie. Witamy na autostradzie do zawału!

6. Każda strona coś do związku wnosi. Oprócz palących traum z dzieciństwa, ogromnych długów czy całego pakietu nałogów, może to być na przykład kot. OCZYWIŚCIE, ten kot staje się automatycznie kotem wspólnym. Razem się z nim bawimy, karmimy, razem po nim sprzątamy. A JEDNAK, zwłaszcza to ostatnie wcale nie jest takie oczywiste.

 

 

Jaki z tego wszystkiego morał? Chyba taki, żeby tych różnych podskórnych presji nie tłumić, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Lepiej powiedzieć o nich drugiej stronie i je w ten sposób choć trochę rozbroić. Wtedy często okazuje się, że oczekiwania są urojone a presja nie aż tak straszna. Jak mawiał poeta, warto rozmawiać. Bez względu na drobne różnice anatomiczne.     

Tekst napisaliśmy we współpracy z marką Zelmer, która, podobnie jak my, nie przepada za stereotypami.

 

Maciek Kaczyński, Patryk Bryliński

Photo credit: classic_film / Foter / CC BY-NC