Moje wakacje sielskie, anielskie

Polacy powracają z wakacji i w końcu mogą spokojnie odetchnąć.

Niektórych okrutny los skazał na spacery po Zakopanem, innych, szczęśliwszych, rzucił na egipskie plaże lub tropikalne wyspy. Tak czy siak, traumę urlopów mamy powoli już za sobą i z ulgą puszczamy się w znienawidzony wir pracy. Jaką traumę? Czy te kilku- albo kilkunastodniowe, egzotyczne wyjazdy nie są czymś, o czym marzymy przez cały ciężki rok, co planujemy w duchu, kuląc się pod srogim spojrzeniem szefa, co pociesza nas, kiedy o 6.15 rano, na zatłoczonym przystanku, autobus obryzguje nas zmrożonym błotem? Ano traumę – kompletnego zdziecinnienia.

Mając temat świeżo w pamięci, przejedźmy się dziecięcym rowerkiem po pięciogwiazdkowym, śródziemnomorskim hotelu i przypatrzmy delicjom, jakie przygotowała wakacyjna maszyna, aby zmienić nas w stado przedszkolaków na skraju załamania nerwowego.

 

Bajki
Na początku – jak to zwykle bywa – jest słowo. W tym przypadku: przewodniki i foldery biur podróży. Roztaczają one przed nami upojne wizje turkusowych wód, złotych plaż i rajskich ogrodów. Obiecują przenikające duszę krainy z baśni tysiąca i jednej nocy, gdzie współczesny komfort harmonijnie współgra z żywą tradycją, i w których każde nasze spojrzenie trafi na co najmniej 7 tysięcy lat bujnej historii, ucieleśnianej przez gościnnych, a jednocześnie spowitych magiczną mgłą krajowców. Na kolorowych zdjęciach hotelowe stoły pysznią się potrawami tak wspaniałymi, że aż strach jeść. Na miejscu okazuje się, że faktycznie strach, o ile w ogóle uda nam się cokolwiek wywalczyć; przed intensywną gościnnością krajowców uciekamy do pokojów, gdzie czekają już na nas wygłodniałe pluskwy; o ucieczce na plażę, pełną ostrych jak brzytwa głazów, nie ma nawet co myśleć – leżaki są zarezerwowane na trzy sezony naprzód. Pozostaje zwiesić głowę i oddać się życiu hotelowemu.

Leżakowanie
Proces wbijania nas w krótkie majtki zaczyna się tu od razu po wyjściu z samolotu. Grupa dorosłych bobasów podporządkowuje się całkowicie opiekunce, która pod maską uśmiechu skrywa dla nas karzące napomnienia i nienawistne docinki. Spróbujcie nie stawić się na spotkanie informacyjne w holu, będziecie jej śmiertelnym wrogiem do końca wyjazdu!
Na miejscu dostajemy obowiązkowe opaski na ręce, żeby wiadomo było, z której grupy jesteśmy. Potem przydział pokoju – jakimś trafem, najgorszego w całym hotelu – i można na całego rozpłynąć się w wątpliwych urokach wakacyjnego dzieciństwa.
Najważniejsze jest w tym życiu kompletne uregulowanie czasu i aktywności. Nikt nie decyduje tu kiedy je – jest to ściśle i nienaruszalnie określone. Bez względu na to, jak odżywiasz się w domu, tu robisz się głodny o 9, 13 i 19. Odpowiednio o 10, 14 i 20 głód znika. W ogóle wszystko jest zorganizowane – kiedy odstawiasz pustą szklankę, natychmiast ulatnia się ona ze stołu; gdy wracasz do pokoju, jest on posprzątany; chcesz poopalać się przy basenie – w mgnieniu oka pojawia się dla ciebie leżak. Jak każde dziecko, nie musisz zmywać, sprzątać, wynosić śmieci. Musisz się tylko bawić. Najlepiej – wspólnie z innymi.

Piaskownica
W hotelu, jak w piaskownicy, wszystkie zabawki stają się automatycznie wspólne. Spróbujcie wyjść tu z gitarą do ogrodu – od razu każdy będzie chciał na niej zagrać. Bariera prywatności załamuje się gwałtownie i boleśnie: kiedy wyczerpany dniem, szukasz wieczorem chwili samotności, natychmiast dopadają cię rozochoceni rodacy, spragnieni rozmów o wielkości naszego nękanego przez wszystkich wokół kraju. Z piaskownicy nie ma wyjścia – po paru dniach zaczynasz wymieniać z kelnerami te same żarty co inni, z wypiekami na twarzy komentujesz towarzyskie fluktuacje (kto dosiada się do kogo na obiedzie), i bez mrugnięcia okiem dajesz wszystkim wokół grać na swojej playstation. Oko nie mruga ci też na widok grupy dorosłych facetów – zapewne poważnych menadżerów, wysokich urzędników, biznesmanów – którzy przyodziani w kuriozalne hełmy przesuwają się wolno na quadach w sztucznym kanionie tuż przy autostradzie. Wymieniasz z nimi tylko współczujące, zawstydzone spojrzenia – i wracasz do hotelu ukoić ból wakacji za pomocą cukierków.

Cukierki
Przedawkowanie – to straszliwa broń systemu all-inclusive. Wątłe konstrukcje wycieńczonych, spragnionych, zaszczuwanych przez całe lata rodaków nie mają z nią żadnych szans. Co i rusz widać, jak któryś pada jak kłoda po nierównym boju. Przez cały dzień skrzywieni z przejedzenia, wieczorem dzielnie, bohatersko leją w siebie ile tylko mają sił – niestety, każdy z tych tragicznych tytanów w końcu schodzi z pola walki złamany, ledwo żywy, odprowadzany do pokoju przez usłużnych kelnerów. Kiedy puszczają dorosłe hamulce, przedawkowuje się zresztą wszystko – na leżakach wokół basenu spoczywają ciała całkowicie poparzone przez słońce, co drugi pensjonariusz ma udar, co trzeci bębenki popękane od „muzyki” umilającej tu czas wieczorami. Ta się właśnie kończy za dużo czasu wolnego.

Czas wolny
Jak w każdym porządnym przedszkolu, tu też pojawia się palący problem wolnego czasu. Co robić, kiedy się nie je, nie pije, nie śpi, nie jest się na zakupach ani na jednej ze straszliwych wycieczek fakultatywnych? Przecież trzeba jakoś zabić czas. Powszechnie stosowanym sposobem są karty (ilu z nas gra w domu w karty?). W odwodzie pozostaje telewizja, ale jej oglądanie budzi poczucie winy, że nie korzysta się z wakacji. Pozostaje zatem usiąść w okolicach baru i oglądać podrygującą na parkiecie parę, w huku muzyki tak głośnej i monotonnej, że po paru chwilach robi się już wszystko jedno. Niebezpieczeństwo nudy zostało na chwilę zażegnane.

Nuda
No właśnie, po co to wszystko? Czemu ludzie sami skazują się na tortury fizyczne i udręki duszy? Ok, małe dawki dzieciństwa nikomu nie zaszkodzą – ale taka degrengolada? Odpowiedzi udzielają sami kuracjusze, narzekając w barowych rozmowach na nudę. Nudno w tym hotelu. Nudny ten wyjazd. Nudno tu. Nudno. Nie ma co ze sobą zrobić.
Nuda – czyli bycie nagim, odsłonionym (stąd nudyści). Nie ma pracy. Nie ma codziennej rutyny. Nie ma nic, co chroniłoby przed… przed czym? O tym pomyślimy kiedy indziej. Teraz jest już za pięć 19, i warto się ustawić w kolejce do grilla, bo potem wszystko wyjedzą. Stolik zajęty, kieliszki napełnione, talerze czekają.
Miłego powrotu z wakacji!

Maciek Kaczyński