Polska przejmuje Mundial!

Nie ma nas na mistrzostwach świata w Brazylii? Nieprawda! KAŻDA z grających tam drużyn jest w głębi duszy biało-czerwona! Do dzieła: wybierz  z nami swoją własną Polskę na mundialu! 

“Radość kibicowania Polsce” to taki sam oksymoron jak pewny siebie 13-latek albo kultura w internecie. Na szczęście są sprytne sposoby, żeby tę radość sobie spreparować – no bo wiadomo, że mundial bez Polaków to w ogóle nie mundial, tylko jakieś mistrzostwa strefy CONCACAF. Coca-Cola uderzyła nam bąbelkami do głów i postanowiliśmy znaleźć na mundialu zastępczą Polskę – drużynę, która wynagrodzi nam Utraconą Piłkarsko Ojczyznę i przywróci radość kibicowania. Zapraszamy do przewodnika po mundialowych Polskach, który ułatwi Wam wybór swojego zespołu. Śpieszmy się: drużyny szybko odpadają i za chwilę zostanie już tylko jedna! Oczywiście – będzie to Polska.   

Zacząć wypada od gospodarza imprezy, czyli Brazylii i José Paulo Bezerra Maciela Júniora, znanego powszechnie jako Paulinho (lub jak mówi się u nas: Polonio). Po jednym sezonie na pozycji środkowego pomocnika w rodzimym ŁKSie, chłopak nabrał wyrazistego słowiańskiego sznytu i łódzkiego charakteru, co znacząco odcisnęło się na grze całej ekipy Canarinhos. Łódź to takie małe Sao Paulo (przynajmniej wg policyjnych statystyk), Świebodzin – małe Rio, więc Polonio na zawsze już zostanie naszym małym rodakiem. Nie wracajmy już do tego, że po grze w Ekstraklasie chciał porzucić futbol na dobre. Kanarek jest jakoś tam sympatyczniejszy od gołębia, a więc: dalej, kanarkowa Polsko!

Przepustką do kibicowania Anglii jest Phil Jagielka lub bardziej swojsko – Filip Nikodem Jagiełka. Filipek, jako zawodnik wszechstronny, potrafi zagrać na wszystkich pozycjach, wliczając stanie na bramce i podawanie piłek, co już pokazuje, że z niego SWÓJ chłop! My jako naród też znamy się na wszystkim, a już w piłce nożnej to nas nikt nie zagnie. Podobno kiedyś nawet wspomniał, że gdyby nie dostał się do reprezentacji wyspiarzy, to pomyślałby nad graniem dla Polski – równy gość! Dodajmy jeszcze całą populację tych, którzy pojechali tam popracować na rok, ale się przedłużyło, zdjęcie papieża z Księżną Dianą, Dywizjon 303 oraz syndrom sztokholmski (Anglicy tyle razy sprawiali nam manto, że jako ofiara, możemy już utożsamić się z katem) – po czym zasiądźmy w fotelu i poczujmy się dumnymi synami (lub córami) Albionu.

Aby kibicować Włochom nie musisz jakoś bardzo kombinować. Przecież uwielbiasz pizzę, potrafisz otworzyć wino kluczem, oglądałeś wszystkie części Ojca Chrzestnego, a poza tym zaliczyłeś (dwukrotnie!) wycieczkę autokarową do Rzymu. Uwielbiasz ten kraj, tych ludzi i ten rodzaj ekspresji. Wiadomo, że Niebiescy to legenda a więc jazda: Z ziemi włoskiej do Polski, forza italo-disco-polo!

A propos Polako-Włochów. Właściwie nikt nie wie gdzie leży Honduras (co już łączy ten kraj z Polską) i czy mówi się Honduraszczyk czy Hondurasjanin, ale jebać to – w składzie mają Bońka! A dokładniej: Oscara Bońka Garcíę Ramíreza. Nawet Boniek cieszy się z Bońka. Duma i  @_@ bońkocepcja!

Zrzut ekranu 2014-06-16 o 14.46.05

(jakby co: mówi się Honduranin)

Młode pokolenie nie boczy się już na Niemców – i bardzo dobrze. Europa stała się naszym wielkim wspólnym boiskiem, słynne polskie trio święci sukcesy w Bundeslidze, a w reprezentacji zachodniego sąsiada gałę kopie dwóch naszych: Łukasz i Mirek (czyli Lukas Podolski i Miroslav Klose). Eksport  i import – no, prawie. Nawet jeżeli zapomnisz o tym fakcie siadając do oglądania jednego z meczów Die Nationalelf, komentator szybko Ci przypomni, przytaczając historyjki o babci Łukaszka i o rodzinnym Opolu Mirka. Zagryź to wurstem (może być podwawelska) i krzycz głośno: Tooooorrrrrr!

Jeśli z lewego skrzydła reprezentacji Kostaryki usłyszycie soczyste “kurwa mać!” – nie bójcie się! To nie jest tak, że przez dzieciństwo na blokowisku macie dożywotnie dresowe nauszniki i słyszycie ten kamień węgielny polszczyzny wszędzie gdzie popadnie. To po prostu Junior Diaz, lewy obrońca gorącego kraju o pięknej nazwie, powtarza słówka, których nauczył się grając w Wiśle Kraków. Dzięki niemu Kostaryka to taka Polska, tylko że jest tam cieplej. Na zdarawie, Junior! 

Nigeria – jeśli Emmanuel Olisadebe (nazywany pieszczotliwie “Oli – Znów Coś Go Boli”) przyjął swego czasu polskie obywatelstwo, to przy odrobinie dobrej woli możemy uznać, że pociągnął za sobą cały rodzinny kraj. Tak więc wszyscy Nigeryjczycy to tak naprawdę Polacy. Zaśpiewajmy im więc razem kiedy odpadną:
Nic się nie stało! Nigeria, nic się nie stało! 

My myślimy, że Urugwaj to taka dużo mniejsza Argentyna, a sporo ludzi na świecie myśli, że Polska to taka dużo mniejsza Rosja. Mamy więc dobry powód, aby kibicować dzielnym Urugwajczykom. Przy tym utożsamieniu można się solidnie dowartościować, bo chłopaki naprawdę nieźle wyglądają w swoich ciasnych jak wnętrze tramwaju na Domaniewską koszulkach.  

polska

Kameruńczycy w ogóle nie chcieli przylecieć do Brazyli, domagając się od federacji większej kasy za bieganie po boisku w narodowych barwach. Coś nam to przypomina? No pewnie, że przypomina! Swoje chłopy, dobrze wiedzą, że kopanie piłki jest spoko, ale hajs musi się zgadzać. Piona, przelew i do boju, Orły! To znaczy – Lwy! (Ich mecze grupowe wskazują, że hajs się jednak nie zgadzał.)

Jak wiadomo, każdy Portugalczyk patrzy z melancholią w ocean, sączy porto, słucha fado i wspomina super czasy, kiedy jego ojczyzna podbijała kolejne dalekie kraje. To prawie tak samo jak my, tyle że u nas wali się browary nad jeziorem, słucha Stachurskiego i wspomina wakacje w Hurghadzie. W każdym razie – podobieństwo jest, i nawet Cristiano Ronaldo nazywany jest u nas swojsko “Krystyną”. Nie mówiąc o tym, że oba kraje zaczynają się na “p” i kończą na “a”. Przypadek? Nie sondze. 

Francja: niedawno odwiedzaliśmy Uniwersytet w Nancy, które okazało się miastem w 100% polskim: w XVIII wieku odpimował je w bardzo swagerski sposób Stanisław Leszczyński, po tym, jak nie został królem w Polsce. Francuzi są wdzięczni “Stanislawowi” za złoto, bogactwo i piękny plac. Nasi przodkowie postawili wtedy na złego konia, co skończyło się jak się skończyło (rozbiorami) – my możemy za to kibicować dziś potomkom księcia Leszczyńskiego i polskich górników. Allez les Polonais! 

Hiszpania jest katolicka, szalona i uwielbia flamenco – zupełnie jak Polska.

Holendrzy żyją w depresji (co prawda chodzi o tereny położone poniżej poziomu morza, ale zawsze) – zupełnie jak Polacy. 

USA – tu sprawa jest oczywista. Tego kraju w ogóle by nie było gdyby nie Kościuszko, Pułaski i Mariusz Max Kolonko. 

A jeśli wciąż nie jesteście przekonani: oto ostateczny dowód na obecność Polski na mundialu. Szach-mat!
 

No dobra. Ciekawostki ciekowstkami, żarty żartami, natomiast prawda jest taka, że Mundial kochamy bardziej niż Gwiazdkę, a brak futbolu spowodowałby w naszym życiu wyrwę większą niż twarz Maradony. Gdybyśmy nie jarali się piłką, wpadlibyśmy w złe towarzystwo, wpuszczalibyśmy koszule w spodnie i jeszcze zostalibyśmy vlogerami (smuteczek).  

Wiadomo, że każdy z nas ma swoje małe sympatie (Maciek: Argentyna, polski akcent: przez wiele lat mieszkał tam Witold Gombrowicz, Patryk: Zlatan Ibrahimović, polski akcent: też go nie ma na Mundialu), ale najczęściej kibicujemy zwyczajnie piłce nożnej, bez której nie mielibyśmy czym się cieszyć, na co czekać i czego przeklinać. I tych właśnie emocji życzmy sobie do samego końca tej niesamowitej imprezy! 

A tekst napisaliśmy we współpracy z marką Coca-Cola, która jest oficjalnym sponsorem Fifa World Cup Brazil 2014.

Maciej Kaczyński, Patryk Bryliński