Porównywarka lajfstajlów

Działa to tak. Siadasz do Facebooka. Przeglądasz zdjęcia i statusy znajomych. Wszyscy są szczęśliwi i idealni jak fryzura Grzegorza Krychowiaka. Gówno to warte, ale działa jak reklama. Jak pornos – czujesz się tak, jakbyś tam był, jakbyś był częścią tej bajki. Potem bajka się kończy, a Ty wracasz do swojej przeciętności, zagryzanej kanapkami z żółtym serem i dużą ilością ketchupu. Tej, w której za dużo palisz, zbyt często sięgasz po “piwko”, mało się ruszasz, niewiele ostatnio czytasz, boisz się otworzyć pismo ze skarbowego i minimum raz w tygodniu dostajesz nerwowej sraczki, mimo że nawet nie wiesz, czym się denerwujesz. Internetowa matematyka jest okrutna – oni są nieludzko zajebiści, a Ty po ludzku słaby.

Facebook jest jak Ceneo – tylko zamiast cen mamy porównywarkę lajfstajlów. No więc jak już tu jesteśmy, to ja pierdolę porównywanie się do przeciętniaków, co za sukces zmianę pracy z biurowej na biurową uważają. Podnoszę poprzeczkę, podbijam do największych tego świata. Jadę na zderzenie z kolosami. Jest jedno wolne miejsce, więc zapraszam.

Aleksander Wielki

Zacznijmy z wysokiego C. No właśnie. Profesor, który za pomocą historii starożytnej zamienił moje życie w mały horror, mawiał, że wódz “był wzrostu siedzącego psa, a przydomek Wielki nadał sobie sam”. Podobno, kiedy siadał na krześle, dostawiano stół, żeby nie było widać, że dynda nóżkami. Prawda, nieprawda – chuj wie, ale aż tak niski być nie możesz. Jeżeli możesz, to dodam, że Olek był alkoholikiem i pewnego razu w pijackim szale zabił swojego przyjaciela Kleitosa włócznią. Ja już czuję, że nie jest ze mną aż tak źle.

Aleksander Fredro

Czujesz, że mało w Tobie tego wszechobecnego optymizmu, pompowanego przez – pożal się Boże – coachów? Nie masz motywacji, nie zakochujesz się w każdym poranku? Nie umiesz w te tryskające miłością do świata statusy, którym wszyscy dają serduszka? Czujesz, że odstajesz? Spokojnie, nasz kolejny Olek nie pisałby tak doskonałych satyr z Polaków, gdyby ich kochał. Znana jest jego rosnąca z wiekiem niechęć do wszystkiego, co zaczyna się na “lu” i kończy na “dzie”. Mizantropia – omnomnomnom! Mam to samo, co Aleksander Fredro. Wygryw!

Bolesław Prus

Masz małe nie hajhitla pod sufitem, boisz się nieznajomych, ciężko wyrzucić Ci z głowy przerażające myśli o tym, że stanie Ci się coś bardzo złego (np. o tym, że Twoja noga wpadnie pomiędzy wagon metra a peron), boisz się pająków, skacze Ci powieka, nie potrafisz usnąć inaczej niż na czworaka? Jest ciężko, bo z automatu zakładasz, że tylko Ty taki nie teges, a cała reszta “normalna”. Bolek pomoże. Całe życie spędzone w Warszawie z powodu agorafobii. Spoko jak na typa, który napisał całkiem grubą i (na tamte czasy) trzymającą się wiedzy książkę o Egipcie. Z czasem Pan Prus przekonał się do wycieczek, ale tylko do jednego miasta – Nałęczowa. I tak jeździł tam przez 30 kolejnych lat. Rowerem! Czyli lewak, a do tego walnięty. A “Lalka” całkiem zajebista.

Ernest Hemmingway

Ciężko Ci zbudować trwały związek? Słyszysz, że bije dzwon, ale znowu nie Tobie? Nie porównuj się do kolegi, który właśnie wziął ślub. Porównuj się do Ernesta, który ślubów wziął cztery (potomstwa miał chyba z piątkę), a powiedzieć o nim ‘kobieciarz’, to jak o politykach powiedzieć, że są dobrymi ludźmi. Znajomi będą dopytywać o ślub, babcia o wnuczka, a Ty bądź jak ten stary człowiek, pożegnaj się z Bronią, zapoznaj się z Agnieszką i czekaj na swój czas. Wszystko jest przewidziane w scenariuszu. Nie wiem, jak Tobie, ale mi trochę lepiej z tym, że ślub wziąłem w wieku 33 lat.

Maria Konopnicka

Lubiła sobie poromansować i raczej nie była supermamą (porzuciła swoje dzieci). Aż dziw, że w tych miłosnych uniesieniach napisała “Rotę”, a nie “Girls just wanna have fun”, bo Polonia amerykańska słabo by dziś wyglądała podczas śpiewania.

Jean-Paul Sartre

Czujesz się czasem stary i brzydki w otoczeniu tej młodej i lśniącej butami od Kanyego Westa gromadki? Ja też. Jean-Paul udowadnia, że nie trzeba być ładnym, żeby być fajnym. Mnie lepiej.

 

Słowacki, Krasiński i Mickiewicz

Mickiewicz klasycznie po polsku zapijał smutki, Słowacki bardziej po parysku – palił opium, a Kasiński jak ostatni gangus wąchał eter. Mimo wszystko chyba jakimiś tam ostatnimi ścierwami nie byli, bo każdemu się po pomniku skapnęło – a już Adasiowi w vipowskiej lokalizacji.

Jak jest u Ciebie? Bycie smakoszem kraftowego piwa czasem zamienia się w pobudkę na nieznanej pętli autobusowej z obsikanymi spodniami, a tak zwany dżoincik na wyluzowanie pojawia częściej niż chęć zabicia kogoś mówiącego o sobie w trzeciej osobie? Nie jest to dobre i dobrze to wiesz.

Nie jest to też koniec świata. Wiem, że moralniak potrafi być upierdliwy jak polska chęć spuszczenia atomówki na Niemcy, ale zdarza się najlepszym. Z każdej sytuacji jest wyjście. Czujesz się za słaby, to skorzystaj z pomocy specjalisty, czujesz, że ogarniasz (to może być śliskie), to weź i następnym razem wypij se lemoniadę do serialu albo opierdol coś tłustego przed imprezą i nie wal do odcięcia.

Nie chcę, żebyśmy się źle zrozumieli: to, że pijesz siedem piw do jednej kanapki na kolację albo niepostrzeżenie przeleciałeś wszystkie swoje koleżanki, nie czyni Cię artystą ani filozofem. Chodzi o to, że KAŻDY z jakimś swoim gównem się boryka. Może jednak czasem pomyślisz: “hej, nie zabiłem jeszcze żadnego kumpla na imprezie, więc może nie jestem taki ostatni” albo “hej, nie jestem aż tak złą matką, a już na pewno lepszą od tej flądry Konopnickiej”. Może zrobi się wtedy trochę lepiej, cieplej, uśmiechniesz się do siebie gdzieś w środku, pogłaszczesz, zaakceptujesz, że jesteś człowiekiem z krwi i kości, a nie z lajków i komciów, powiesz sobie: “czas na dietę, Kluseczko” albo “koniec z tym – idę do lekarza” i zrobisz coś dobrego dla siebie. Ja tak mam.

 

Patryk Bryliński

PS: Mam wrażenie, że Aleksander Wielki nie pasuje do tego zestawienia. Znowu, kurwa, źle. 

PS2: Znikam na 10 dni kochani. Pora na długo wyczekiwany urlop. Podzielę się na fb jakimś ładnym wakacyjnym zdjęciem z Albanii, żeby wyjść na fajniejszego niż jestem ;)

 

cover photo via Museum of selfies