Przemyślenia Paranoika #1: Urlop.

Kiedy ktoś mówi mi, że jest całkowicie normalnym człowiekiem, zaczynam szukać ciężkiego przedmiotu do ewentualnej samoobrony.

Bo właśnie ci “najnormalniejsi” gdzieś głęboko w środku są najbardziej pojebanymi skurwielami. Nie ma ludzi całkowicie normalnych psychicznie. Każdy ma coś – mniej lub bardziej – niehajhitla pod sufitem i, według mnie, to jest właśnie norma.

Niestety, norma ta nie jest łatwa, bo – czy boisz się robaków, ciemności, jazdy samochodem w dalekie trasy, tego, że przez roztargnienie kiedyś wpadniesz nogą pomiędzy peron a wagon metra, czy masz natrętne myśli o śmiertelnej chorobie rozwijającej się w środku – trzeba się z tym gównem borykać na co dzień . Od autowkręcania, natręctw czy chorych projekcji nie ma urlopu.

A propos urlopów – właśnie z jednego wróciłem. Tajlandia. Pięknie pokręcony kraj. Było bardzo dobrze. Wydaje mi się nawet, że trochę odpocząłem. Niemniej, prawdę mówiąc (parafrazując pana Sapkowskiego), jedyna harmonia, jakiej zaznałem, to instrument muzyczny w rękach ulicznego grajka. Jak to wyglądało w praktyce? Otóż tak.

 

Podróż.

Oczekiwania.

Kocham klimat lotnisk i samolotów. Zawsze kojarzą mi się z nadejściem czegoś dobrego: podróży, przygody, wakacji. Zaraz start i lecę do innego, wspaniałego miejsca, daleko od codziennych problemów i smutków.

Rzeczywistość.

Tym razem na pewno się jebany rozbije. Już po mnie. Siedzę, a pod moim tyłkiem jakieś 10 tysięcy metrów niczego. Boże, co za bezradność. Ciekawe, czy umrę na zawał, spadając, czy roztrzaskam się o coś na ziemi. Założę się, że będzie to coś żenującego, np. mała, drewniana latrynka. Już widzę, jak znajomi przekazują sobie tę informację. A właściwie, to ile czasu się spada z takiej wysokości? Zdążyłbym pożegnać się na Facebooku? Dobra, koniec. Muszę przestać o tym myśleć. Oho, chyba słyszałem jakieś skrzypienie w skrzydle. No tak, to już to.

 

Kwaterunek.

Oczekiwania.

Jeżeli istnieje raj, to właśnie w nim jestem. Mały drewniany domek na samiutkiej plaży! Cisza, spokój, szum fal. Natura! Tu odpocznę.

Rzeczywistość.

Właściwie to tak dziwnie z dala od ludzi. Na pewno tu nikogo nie ma? Zamknąłem drzwi? A jeśli przez dziurę w desce wlezie mi tu jakiś skorpion albo inny waran z Komodo? A jak coś wpełznie mi do buzi? Przecież zawsze śpię z otwartą gębą. Czytałem, że jest tu kilka tysięcy małych żyjątek, które zabijają jednym ukąszeniem. Po chuj ja czytam takie rzeczy? Jezus Maria, teraz to już na pewno nie usnę. Wszystko mnie już swędzi. Owinę się szczelniej kołdrą. Tylko to na nic, jeżeli coś już dostało się do środka. Strasznie gorąco. O! Chyba coś przeszło mi po nodze.

 

Plaża.

Oczekiwania.

Wreszcie odmiana od polskich mrozów. Będę leżał do góry spławikiem i nic nie robił przez caluteńki dzień. Wygrzeję kości, naładuję się pozytywną energią słoneczną, poczytam. Mam ostatnio tak mało czasu na książki.

Rzeczywistość.

Co jest ze mną nie tak? Nie daję rady spokojnie leżeć. Może poczytam. Nie, bo jakoś nie mogę się skupić. Dobra, olać książkę, przejrzę gazetę. Nadal niewygodnie. Coś mnie tu uwiera. Mam nadzieję, że to nie żadna strzykawka albo potłuczona butelka. Może na brzuchu? Jezu, jak pali w plecy. Czuję, jak dostaję raka skóry. Czy ja się w ogóle posmarowałem kremem? Zmuszę się. Leżę!

Kurwa, ja się tu tak wyleguje, a urlop mija. Do kolejnego zleci sporo czasu w biurze, to może jakieś zdjęcia chociaż porobię, popływam, przejdę się po plaży? A może drugi bok?

111

Zdjęcia.

Oczekiwania.

Tu jest tak ładnie, że nie można tego tak zwyczajnie zostawić. Stworzę jakąś galerię albo klip z wakacji, do którego będę mógł później wracać. Może wrzucę coś na Facebooka i podzielę się tym całym pięknem.

Rzeczywistość.

Zamiast oglądać te wszystkie wspaniałe rzeczy, cały czas trzymam ryja w telefonie i aparacie. Wszystko filtrowane przez ekran LCD. Dobrze, że komputera ze sobą nie przytargałem, bo wtedy mógłbym spokojnie w domu zostać. Dobra, robię zdjęcie, wrzucam na Facebooka i wracam do zwiedzania. Może lepiej nie? Po co wkurwiać ludzi? Wyjdzie, że się chwalę albo coś. Ok, wrzucam. To może jeszcze tylko sprawdzę czy ktoś polubił. No tak, urlop na Fejsie. To już jakieś FOMO. Jestem uzależniony od internetu.

 

Relaks.

Oczekiwania.

Masaż! Tak! Być w Tajlandii i z tego nie skorzystać, to jak pojechać na Targówek i po ryju nie dostać. Dobrze mi to zrobi.

Rzeczywistość.

Jezu, jak to boli! Kobiecina wątła jak polscy piłkarze, a uścisk ma jak koparka. To jakaś jebana babcia Tong Po? Czy ona na pewno się na tym zna? Boli, jakby się nie znała. Wszystko mi strzela. Zaraz wsadzi mi łokieć w jakiś punkt i sparaliżuje mnie od góry do dołu. Skończę na wózku! Na 100%! Może jej powiem, że coś nie tak? A może jest ok i wyjdę na idiotę? Dobra wytrzymam.

 

Odkrywanie.

Oczekiwania.

Według przewodnika gdzieś niedaleko jest nocny targ gastronomiczny, na którym można dobrze zjeść. Dodatkowo zaliczę nocny przejazd tuk tukiem przez miasto. Sprawdźmy to!

Rzeczywistość.

Czy ten gościu mnie przypadkiem nie przekręcił na kasie? Tu wszyscy są naciągaczami. Gdzie my jedziemy? Co to za ulica? Zaraz wyskoczą jacyś goście i tyle miałem swoje nerki. Jezu, jak on jeździ. Jak nie typy od nerek, to na pewno zginę w wypadku. Tu jest ich dużo… już wszystko jasne. Po mnie. Wyobrażam sobie siebie w kłębku poskręcanych aluminiowych rurek. I widzę już: “Polski turysta zginął w wypadku drogowym w Tajlandii” pomiędzy informacją o nadchodzących mrozach i doniesieniami o sukcesach Polskich skoczków. Wiem to.

 

Zabawa.

Oczekiwania.

Wyskoczmy gdzieś na miasto. Dobry balet i człowiek nawet o istnieniu Natalii Siwiec zapomina. Czas się zabawić!

Rzeczywistość.

Czy ja przypadkiem za dużo nie piję? Urlop urlopem, ale to już prawie tydzień codziennego chlania. Oho, jak o tym myślę, to już pewnie znak, że mam problem. Zajebiście, jeszcze tego mi brakowało. Wracam i robię sobie przerwę! No tak, jak już robię przerwy, to znaczy, że jest dla mnie za późno. Wiem chyba nawet, jak to się skończy. Pijany napiszę na Facebooku coś w klimacie “nie mogę się wysrać”, bo w danym momencie wyda mi się to śmieszne, i już – jestem zrujnowany. Screenshoty, kryzysy, ostracyzm. Internet pamięta! Jeżeli nie to, to zgubię się w tym zafajdanym mieście, ktoś mnie okradnie i pokroi maczetą. Sam się o to prosiłem.

11

 

 

Powrót.

Oczekiwania.

To był cudowny czas. Dawno tak się nie wyluzowałem. Ostatnie dni wykorzystam maksymalnie, aby do pracy wrócić z naładowanymi bateriami.

Rzeczywistość.

Ja pierdolę. Zostały już tylko cztery dni i koniec urlopu. Jaki dół! Nie mogę normalnie funkcjonować, bo rozmyślam o tym, że zbliża się wyjazd. Właściwie robię to już od tygodnia. Nie! Z pozostałego czasu wycisnę jak najwięcej. Tylko jak tu odpocząć, jak człowiek się zabija w pogoni za wypoczynkiem? Paranoja.

Powinienem na konto zajrzeć, bo chyba trochę przekroczyłem zakładany limit. Chyba nawet bardzo. Trochę strach to sprawdzać. Zostawię. Zajrzę później. Będzie dobrze, jakoś to ogarnę. Nie no, nie mogę przestać o tym myśleć.

 

* * *

 

Chyba jest trochę lepiej. Dobrze pewne rzeczy z siebie wyrzucić. Szykujcie się, bo wiem, że takich tekstów będzie więcej.

A może lepiej zostawić to dla siebie? Może to zbytnie odsłanianie się? Może lepiej być “normalnym”? Pomyślę o tym jeszcze kilka razy. Nie ma co sobie za bardzo życia ułatwiać. Pozdro!

Patryk Bryliński

1111