Reklama w mojej głowie

Reklama dociera do nas coraz to bardziej pomysłowymi drogami, a reklamodawcy wiedzą o nas coraz więcej.

Oznaczasz na Facebooku, że jesteś w związku, to pojawiają się reklamy pierścionków zaręczynowych; zaręczasz się – dostajesz oferty sal weselnych i obrączek; bierzesz ślub – codziennie prosto z banerów obrywasz w twarz pieluchami, bobofrutami i pneumatycznymi wyciągarkami glutów do dziecięcych nosków.

Przesyt reklamą standardową zmusił reklamodawców do szukania nowych kanałów. Wszystko to bardzo pomysłowe, ale ostatnio powoli zaczynam się bać, że niebawem gdy będę siedział na kiblu z tabletem, wyskoczy mi reklama maści na odrętwiałe nogi i antyżylakowych skarpet bezuciskowych.

 

Zostawiamy dookoła siebie dużo śladów, które łatwo wykorzystać, aby do nas dotrzeć. I dzieje się to nawet po odejściu od komputera. Przykładowo: wchodzisz do centrum handlowego, robisz kilka kroków i dostajesz SMS-a z informacją o wyprzedaży w sklepie na piętrze. Już wiedzą, gdzie jesteś. Olewasz to. Idziesz do bankomatu i próbujesz wypłacić gotówkę. Po kilku sekundach ekran informuje Cię, że stan Twojego konta zaczyna się od minusa. Zanim zdążysz sapnąć i wycedzić kurwę przez zęby, odzywa się telefon. SMS o treści: “Brak środków na koncie? Przygotowaliśmy dla Ciebie ofertę kredytową. Zadzwoń teraz!”. Wiedzą nie tylko, że jesteś w galerii handlowej, ale i w dodatku, że jesteś spłukany. Pewnie mają tam u siebie niezłą bekę.

Pytanie brzmi: co dalej? Kiedy już trzęsiesz się ze złości, z głośników galerii powinien odezwać się miły kobiecy głos, informujący o lekach uspokajających w promocyjnej cenie, znajdujących się na regale tuż za stoiskiem rybnym. Są tacy, którzy bardzo lubią ryby, więc i tak by poszli. Niemniej ja poczułbym się jak filmie o wielkim bracie. 

Ostatnio Niemcy wymyślili jeszcze nowszy i ciekawszy nośnik “podawania” reklamy. Małe coś przylepiane do szyby w metrze, wytwarzające wibracje, które, kiedy pasażer dotknie głową okna, bo np. przytnie komara, sprawiają, że słyszy dźwięk w głowie. Nikt poza nim nie słyszy nic. Pomysłowe? 

The talking windows

Oczywiście, że pomysłowe, tylko myślę sobie, że z głosami w głowie to tak różnie bywa. Wyobraziłem sobie, jak wbijam do metra lub tramwaju na mocnym kacu. Rano, ledwo człowiek się kupy trzyma, myśli rozczochrane, kończyny roztrzęsione – paranojka na sto dwa. Bóg się do mnie uśmiechnął i zesłał mi święty graal warszawiaków czyli miejsce siedzące w komunikacji miejskiej. Jest chwila, żeby złapać jeszcze trochę snu, wszyscy święci chwalą Pana! Przysypiam i nagle słyszę w głowie głos: “Idź do Biedronki i kup schab!”. 

Że posikałbym się – sprawa pewna, jak i pewne to, że 50% ludzi zareagowałoby podobnie. Zrywasz się, rozglądasz i orientujesz, że nikt poza tobą tego nie słyszał. Gdy się zrywasz, to oczywiście wszyscy zrywają się razem z tobą. Pół wagonu przyprawione o zawał, drugie pół przekonane, że jesteś umysłowy i jeszcze bez biletu jeździsz.

A co jeśli pójdę potem i kupię ten schab? Wrócę do domu i dam go żonie, a ona zapyta: “Możesz mi powiedzieć: po co mi ten schab?”, a ja odpowiem: “Jechałem metrem i poczułem, że muszę kupić schab, więc proszę”. Ona popatrzy na mnie jak tamci z metra i pomyśli dokładnie to samo, co oni. Obstawiam, że życie z kimś pierdolniętym nie należy do łatwych. Pewnie jest zaskakujące i pełne niespodzianek, ale nie łatwe. Jak myślicie, po ilu takich numerach moje małżeństwo się rozpadnie? Kocham moją żonę, jest całkiem nowa i najlepsza na świecie, więc od obejrzenia tego filmiku o szybach na wszelki wypadek przesiadłem się na rower. Walić to – nie dam się w to gówno wkręcić.

Sam często wymyślam, jakby tu w niestandardowy sposób dotrzeć do konsumenta. Taka praca. Tylko miejscami chyba trzeba zaciągnąć hamulec ręczny, bo dojdziemy do sytuacji, która może nas wszystkich przerosnąć (szczególnie, że technologie coraz bardziej rozwinięte).  Gdzie jeszcze może pojawić się reklama w przyszłości? Na jakie perfidne sposoby może być podawana? Do głowy przychodzą mi same ponure obrazy.

Zajadasz się swoim ulubionym hamburgerem. Młócisz soczyste gryzy wołowiny, zapijając wielkimi łykami niepasteryzowanego piwa, i nagle zdajesz sobie sprawę, że zjadłeś już połowę ulotki reklamującej gumy do żucia, gdyż skutecznie udawała sałatę.

Bzykasz się z laską, a na jej plecach wyświetla się reklama Durexa: “Czy wiesz, że ona może mieć chorobę weneryczną? Zabezpieczyłeś się?”. Z krzykiem wyskakujesz z łóżka i zawijasz się do domu, jeszcze na schodach dopinając spodnie, i tyle z seksu przez następne pół roku. I tylko modlisz się, żeby nie wszczepili Ci reklamy do dłoni. Nie dość, że i tak nie jest lekko – człowiek próbuje się skupić i zebrać w sobie, odrobinkę zrelaksować, to jeszcze to. 

Wyobraź sobie seks z reklamą w głowie, gdyby coś nie wypaliło z targetowaniem. Obcałowujesz ciało swojej partnerki od stóp do głów i nagle w uszach rozbrzmiewa Ci: “Na pewno nie poczujesz mojego lekkiego nietrzymania moczu”. Rozumiem, że właśnie wymieniamy płyny, ale bez przesady! “Sorry, kochanie, muszę na chwilę zadzwonić na infolinię, bo puszczają mi reklamy pieluch dla dorosłych – napij się piwka”. A wszyscy wiemy, jak to jest na infoliniach. Może nad ranem byś coś załatwił. Założę się, że wolałbyś po tym wszystkim zwyczajnie pójść spać.

Z tego miejsca chciałbym poprosić wszystkich kreatywnych Niemców, żeby tak nie szaleli z wymyślaniem fajowskich zabawek do pompowania reklamy prosto do głowy. Zaznaczam – jeżeli pewnego dnia wydłubię sobie coś z nosa i to coś zacznie do mnie mówić po niemiecku, to będę wiedział, kto za tym stoi i nie zostawię tego tak po prostu. Dobre stosunki dobrymi stosunkami, ale będziemy się gniewać.

 

Patryk Bryliński