Spacer z homarem

W 1850 roku poeta Gérard de Nerval wybrał się na spacer do paryskiego Ogrodu Luksemburskiego, prowadząc za sobą na niebieskiej wstążce homara. To, tłumaczył Nerval, zwierzę "spokojne i poważne", bo znające tajemnice mórz – i dużo lepszy towarzysz spaceru niż pies, który szczeka i "wżera się w naszą prywatność".
    Oczywiście, tak naprawdę chodziło w tym happeningu nie o powagę skorupiaka, ale o to, by zaszokować burżujów. By pokazać im – prowadzącym na identycznych smyczach swoje identyczne pudelki – że jest się obok ich życiowej gry w "Zarabianie pieniędzy" i jej reguł: pracujesz i zarabiasz tyle co wszyscy – jesteś w porządku, nie zarabiasz – jesteś do niczego, zarabiasz mnóstwo – brawo, wygrałeś.

Nerval, klasyczny bohemiarz, czuł, że te reguły wcale nie są obiektywne, co więcej – że dla niego samego są wstrętne; że zabijają w ludziach to, co naprawdę ważne i wyjątkowe, wyginając ich w bolesne, nieciekawe, zuniformizowane kształty. Spacerem z homarem chciał wykrzyczeć światu, że można żyć inaczej – zamanifestować sprzeciw wobec tych niby-oczywistych zasad, które ugniatają naszą wolę, nadają kształt marzeniom i – co może ważniejsze – lękom.

Tyle Nerval. Bo świat, w którym sukces  utożsamiano ze zgromadzeniem jak największej ilości pieniędzy, trwał od początku XIX wieku do końca wieku XX – i na naszych oczach przemija. Teraz na miejscu Pieniędzy na tronie Panteonu Szczęścia rozsiadło się Uznanie. Nowym bogiem jest Lajk: kto go ma go dużo, jest człowiekiem sukcesu, kto go nie dostaje – nie znaczy nic.

Możesz mieć dużo pieniędzy, ale jeśli Lajka mieć nie będziesz, będziesz jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący i cierpieć będziesz katusze współczesnego lęku o status. Możesz mieć mało pieniędzy, ale jeśli łaska Lajka będzie z tobą, jeśli znajdziesz swój patent na zdobycie Uznania – zaznasz szczęścia jeszcze na tym świecie.

Może przesadzam, może się mylę, może zawsze tak było, może to tylko moja obsesja, a może to wszystko przez fejsbuka i jutjuba, na których to tak strasznie widać – te męki codziennych popisów, te nieustanne zgrywanie się, ta nieznośna błyskotliwość, ta chęć, żeby w każdym zdaniu być przenikliwy jak La Rochefoucauld, zabawny jak Woody Allen i złośliwy jak Słonimski, ten paniczny lęk o Uznanie innych, każący wytykać innym literówki, pisać pod tym co robią "suche" i toczyć kolejne beki, ten przymus wyrażania opinii o wszystkim, przymus puenty, przymus odświeżania strony, przymus bycia followanym, przymus pisania klikalnych tekstów w stylu "17 nauk, które wyniosłem z porannej wizyty w kiblu i 23 postanowienia, które tam podjąłem", przymus wymyślania fanpage'ów, przymus prowadzenia fanpage'ów, przymus policzenia obejrzeń, przymus przymusu, przymus lęku, lęk przymusu. Może zawsze tak było, ale teraz jest to jakby bardziej.    

Każdy bóg tworzy własną hierarchię i decyduje, kto jest "lepszy" a kto "gorszy". Bóg Wojny, rządzący w starożytnej Sparcie, uznawał za lepszych silnych fizycznie mężczyzn, za gorszych – kaleki, kobiety, starców. Bóg Pieniądza miliardera uznawał lepszego od milionera. Bóg Uznania każe nam podziwiać tych, którzy mają dużo lajków. I nieważne co zrobią, by je mieć: autor popularnego filmu na jutjubie jest dziś idolem nie ze wzlędu na sam film, tylko na liczbę obejrzeń tego filmu. Nikt nie powie mu: "Wow, jaki wspaniały film zrobiłeś! Szacunek!", tylko: "Wow, jak wspaniała jest liczba obejrzeń twojego filmu! Szacunek!".  

A przy tym Lajk to bóg kapryśny i wciąż się wymykający: nawet jeśli obdarowuje sobą w dużej ilości, to z reguły nie od tych co trzeba; i bez względu na liczbę lajków i tak ważniejsza jest dla obdarowanego liczba lajków, których nie ma. Od tych, co dają lajki, ważniejsi są ci, którzy ich nie dali.

Im mocniejszą ręką rządzi dany bóg, im silniej każe się sobie podporządkowywać, tym bardziej chciałoby się zagrać mu na nosie.

"Nienawiść do burżuazji jest początkiem mądrości" – pisał w XIX wieku wielki buntownik przeciwko bogowi Pieniądza, Gustave Flaubert.

Dziś przeciwko bogactwu nie buntuje się NIKT – sama myśl, żeby się przeciw niemu buntować, jest absurdalna, prawda? Nerval ze swoim homarem byłby mainstreamowym hipsterem i gwiazdą fejsa, a nie żadnym prawdziwym buntownikiem – jego  zdjęcie "Takie tam na spacerze <3" dostałoby kilka tysięcy lubiczów, a fanpage homara na niebieskiej wstążce błyskawicznie zażarłby jako [HIT INTERNETU! AKTUALIZUJEMY ZDJĘCIA!]    

To nie pieniądze, które po prostu trzeba mieć i tyle, zginają nam – mi – dziś kark, tylko Lajk. Dlatego ja – codzienny uczestnik tej gry – chcę wyjść na swój spacer z homarem: podnieść na chwilę głowę i przypomnieć sobie, że to tylko gra. Że można ją przerwać, zmienić, wymyśleć inną. No pewnie, że fajnie jest dostawać lajki. Ale tym razem, wyjątkowo, mam do Was wielką prośbę: nie klikajcie przycisku "like" pod tym tekstem. Jeśli nie czujecie tego co ja – będzie Wam bardzo łatwo ("co to za bzdury, nie lajkuję"), a jeśli czujecie podobnie – mrugnijcie do mnie okiem, po prostu nie "lubiąc tego". Po to, żeby na moment wyzwolić się z tej tyranii, poczuć jej arbitralność. Zróbmy razem taki dziwny, post-punkowy happening.

ZERO LAJKÓW. Współczesny spacer z homarem.

Maciej Kaczyński

PS. Pięć lat po wyprowadzaniu homara do Ogrodu Luksemburskiego Gérard de Nerval popełnił samobójstwo.