Szukając nudy

Nie pamiętam, kiedy dokładnie, ale zdarzyło się, że paliłem papierosy i rozmawiałem o jakichś projektach z Karolem Paciorkiem (ten sławny z internetu) przed klubem Chwila. Mniejsza o całą rozmowę, ale pamiętam, że powiedział on wtedy takie zdanie: “Nie wiem, jak macie Wy (czyli ja i Maciek), ale my z Włodkiem (kolejny sławny) wymyślamy najlepsze rzeczy, kiedy się nudzimy.” I to zdanie zahuczało mi wówczas w głowie jak kebab xxl huczy w żołądku.

Dlaczego? Bo jakimś tragicznym zbiegiem okoliczności wyeliminowałem ze swojego życia nudę. Stałem tam i z miernym skutkiem próbowałem sobie przypomnieć, kiedy się ostatnio tak dobrze wynudziłem.

Dopadła mnie współczesna choroba, polegająca na “optymalizacji” czasu. Kiedy pracuję, wyciskam z siebie, ile się da. Kiedy mam wolny czas, też tak naprawdę pracuję, bo: “nadrabiam seriale” (co to, kurwa, za określenie w ogóle jest?), czytam książki, myśląc o kolejnych (średnia przeczytanych musi się zgadzać), wymyślam kolejne “projekty” czy wykonuję tysiąc innych niewinnych czynności, traktując je jako “job to do”.

Zauważyłem, że mam to nawet na poziomie drobnych czynności. Kiedy wstaję od komputera, to mam dokładnie zaplanowaną trasę. Idę przez kuchnię, wynosząc puste szklanki, a przy okazji wstawiając wodę i nasypując kawy do kubka. Dalej szybkie siku, papieros na balkonie, podczas którego załatwiam jakąś drobną telefoniczną sprawę. Potem powrót przez kuchnię, zalanie kawy i z powrotem do biurka. Robocik, zero pustych przebiegów.  

banerblog01

Po ostatnim ciężko przepracowanym roku udało mi się jakoś opanować (choć mam też teorię, że mojego organizmu zwyczajnie nie było już na więcej stać). Przyszły wolne świąteczne dni i – serio – ile się dało, tyle się obijałem. I nie myślę tu o sytuacji, w której przez pół godziny przygotowuję sobie caffe latte w designerskiej szklance, wybieram jakąś książkę na czasie, zakładam modny dres z Riska, pasujący do okładki, a potem przez godzinę robię fajne focie i relacjonuje swój czilałt na Snapie.

Mam na myśli hard core opierdalanko, tylko dla klasy wyższej, artystów i półbogów. W gaciach po ciotce Bognie i jednej starej skarpecie uwalasz się na kanapie pośród opakowań po przekąskach, które leżą tam od dnia wczorajszego, i nie robisz nic bardziej wyskokowego niż klikanie w pilota lub gapienie się w okno. Jesteś tak bezproduktywny, że zaczynasz się sobą brzydzić – o ten poziom mi chodzi.

Nie mogę żyć tak, że każdy wolny czas spędzam aktywnie. Nie chcę, żeby moja drzemka była power napem, który analizuje mi aplikacja w smartfonie. Nie wszystko musi być mierzone i nie wszystko musi mieć cel. Jebać to. Wolę się zwyczajnie po ludzku kimnąć.

Jak śpiewają Niemcy w swoim hymnie: najważniejsze to zniszczyć podstępnie Polskę i czasem odpocząć, nie robiąc nic pożytecznego. Sia la la la la.

Po trzech tygodniach odpoczynku, odpuszczania i całkowicie średnich wymagań od życia poczułem, że zaczynam odżywać. I tego mam zamiar trzymać się w 2016 roku. Tyle u mnie.

Patryk Bryliński  

PS: Stwierdzenie, że inteligentni ludzie się nie nudzą jest tak samo prawdziwe jak to, że gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem.

Photo credit: Mike Burns via Foter.com / CC BY-SA