Traktat o przypierdalaniu się

Jak wiadomo z końcówki serialu „True detective”, świat to pole walki między ciemnością i światłem. Przynajmniej tak to wygląda w fotogenicznej, piękno-strasznej Luizjanie. My – na dobre, złe i jeszcze gorsze – żyjemy w Polsce. Tu świat dzieli się na tych, którzy przypierdalają się do innych, i tych, którzy się nie przypierdalają. Jako że ci pierwsi są niestety głośniejsi – poznajmy ich lepiej, żeby wzmocnić się w tym ciężkim, metafizycznym boju, który toczymy każdego dnia – na ulicy, w autobusie, biurze, ale przede wszystkim – W INTERNECIE.       

Czy przypierdalasz się do innych? (Test)

Na początek szybki sprawdzian. Przeglądasz fejsa; wśród newsów o wojnie w Syrii, narzekań na deszcz i zdjęć obiadów znajomych, natrafiasz na obrazek, który miał być śmieszny, i niby jest, ale tak do końca to Cię jednak nie śmieszy, a poza tym w jego tekście jest literówka. Co robisz?

a) wzruszasz ramionami/unosisz brew – i przewijasz na kolejne zdjęcie obiadu znajomych

b) piszesz komentarz: „dżizas, ale SUABE, w dodatku z literówką ŻENADA :P”, a Twoja dusza zaczyna nerwowo wibrować, zalewana przez ciepłe fale ulgi oraz poczucia wyższości i sensu istnienia.

Jeśli Twój wybór to b) – przypierdalasz się do innych. Przejdź na sam koniec tego tekstu, gdzie otrzymasz praktyczną poradę co możesz z tym zrobić.

Jeśli wybrałeś/aś odpowiedź a) – jesteś osobą, która nie przypierdala się do innych. Piona!   

A skoro takie zachowania są Ci obce, zapraszam na krótki przegląd motywacji  przypierdalaczy – tak, aby poczuć bluesa i użyźnić grunt dla końcowych wniosków.    

niełaz

Co kieruje ludźmi, którzy przypierdalają się do innych? (Przykłady)

Przywracanie ładu na ulicach. Ktoś w pobliżu się głośno zaśmiał? No jak tak można? W biały dzień??? Trochę kultury! Przypierdalacz (w skrócie – P) zgasi śmieszka zjadliwym „Nie jesteś w stajni, koniu, nie rżyj tak”! Od razu zrobi się cicho i nieprzyjemnie.  

Walka o przestrzeganie przepisów drogowych. P stoi na świetle, czekając na zielone. Ulica jest całkowicie pusta, zresztą widać, że samochody mają już czerwone. Ktoś obok P rusza na pasy. Jak to? „No i gdzie się tak spieszy – do grobu?!” – rzuca P za tym oszalałym kamikadze. Jak coś go w końcu przejedzie, to przynajmniej zginie w słusznym poczuciu winy!   

Naprawianie świata dobrymi radami. Żeglując po odmętach internetu, P przypadkiem napotyka na komiks o depresji. Autorka obrazków zdaje na nich sprawę ze swojego smutku, dużo ludzi się z nim utożsamia, klimat jest mocno kruchy i delikatny. P ładuje się do środka w zabłoconych gumiakach: „Co za dół! Nie lepiej wziąć się w garść i pójść do przodu? Weź obejrzyj jakąś komedię i nie zamulaj tak!”. Świat naprawiony, można spokojnie przeglądać dalej strony o nowych modelach motocykli wyścigowych.   

Opiniotwórstwo. Stany emocjonalne i życiowe wybory innych ludzi to dla P jedna wielka, niekończąca się pożywka, żeby się przypierdolić – pod przykrywką  obwieszczenia światu swojej opinii. Jeśli osoba, do której P się przypierdala, jest mniej lub bardziej znana (ale nie jemu osobiście) – tym lepiej! Znana dziennikarka urodziła dziecko? Jak to? „To pani decyzja, ale chcę powiedzieć, że to zła decyzja. Ja bym nie rodził. Uważam, że rodzenie dzieci (…)” Jakiś aktor ugotował sobie zupę z kurczakiem, a nie z wołowiną? Jak to? „A udław się tym kurakiem, tylko na wołowinie się gotuje!” Pisarka napisała książkę o wsi, a nie o mieście? Jak to, kurwa? „Ech, dziewczątko, jeszcze kiedyś zrozumiesz, że tak naprawdę liczy się tylko miasto…” Bo często takim wynurzeniom (przykłady celowo od czapy) towarzyszą deprecjonujące zdrobnienia, obraźliwe prztyczki, wąsate figurki retoryczne. P bardzo dba, żeby wszyscy zobaczyli jego wyraźny triumf, zabójczy sztych, cios kładący na deski. Sprowokowany, będzie bronił swojej opinii, aż wszystkim odechce się z nim rozmawiać. Pozostawszy sam na placu boju, długo będzie się wpatrywał w te dwa lajki, które zebrała jego opinia. Jednego z nich dał sobie sam z innego konta. Ale ten drugi… Zwycięstwo.         

Wymaganie Całości. Czyli – bycie grafomanem. Bo grafoman to – zgodnie z definicją węgierskiego pisarza Sándora Márai – człowiek, który chce opisać Całość (doświadczenia, świata, Wszystkiego). Oczywiście owo tyleż wzniosłe, co bzdurne zadanie grafomanowi nie wychodzi. Nie przeszkadza mu to rozliczać wszystkich wokół z tego, że im również nie wychodzi („Fragment świetny? Tym gorzej! Tym wyraźniej nie ma Całości!”)

A więc: jeśli ktoś wrzuci na fejsa info o pedofilskim skandalu wśród księży, P przypierdoli się do niego, pytając: „Tak? A o Polańskim to już się nie zająkniesz!” (I oczywiście odwrotnie.) No bo jak można napisać o jednym, nie pisząc o drugim? Jak można napisać o jednym i drugim, nie pisząc o trzecim? Jak można… Czyli – albo Wszystko, albo nic.  

Przypierdalanie się „na grafomana” finalnie prowadzi do tego, że świat tonie w całkowitym milczeniu: nikt nic nie mówi, bo nikt nie jest w stanie powiedzieć Wszystkiego. Wtedy grafoman, wreszcie spokojny, oddycha pełną piersią. Póki co żyjemy jednak w świecie, w którym grafoman nieustannie wkurwia się i zgrzyta zębami – i całe szczęście!     

Bycie totalnym idiotą. To prowadzi do komentowania ile wlezie na Gazeta.pl, z używaniem wszystkich antysemickich, mizogińskich, frustrackich i spiskowych klisz jakie tylko są. Oczywiście każdy komentarz P zaczyna od wytknięcia tym "debilnym pismakom" i "dziennikarzynom z resztką mózgu między pejsami" literówki – takim królewskim otwarciem od razu osiąga nad światem miażdżącą przewagę, a los trzęsącej się ze strachu Agory jest już tylko w jego rękach. Nie miej litości, myszuutek93! Bądź krwawy! Daj łapkę w dół!!!

hiena

Co TAK NAPRAWDĘ kieruje ludźmi, którzy przypierdalają się do innych? (Teoria)

Po tym pobieżnym przeglądzie motywacji przypierdalaczy, czas postawić fundamentalne pytania: skąd się to wszystko bierze? Dlaczego tak naprawdę ludzie przypierdalają się do siebie?

Odłóżmy na bok tradycyjną odpowiedź o hejterskim wylewaniu frustracji i sięgnijmy głębiej.

A głębiej jest niedojrzałość. I dzieciństwo, z którego mnóstwo z nas nigdy nie wyrasta.

Kiedy jestem małym dzieckiem, każde zachowanie rodziców ma wielkie znaczenie, odnoszące się wprost do mnie. Absolutnie WSZYSTKO jest zagrożeniem albo chwilową gwarancją bezpieczeństwa, karą albo nagrodą. Kiedy jestem mały, cały świat jest moim przedłużeniem. Potem robię się duży i okazuje się, że inni ludzie mają mnie w dupie – żyją swoimi sprawami, które w ogóle nie są ze mną związane. I to jest dobre, i tak powinno być.

Niestety – nie jest. Bo ludzie, którzy przypierdalają się do innych, wszystkie zachowania, opinie, wytwory i stany emocjonalne innych ludzi odbierają jako coś, co odnosi się do nich – przypierdalaczy. Znajoma jest smutna? Muszę jej coś doradzić, bo ten smutek DLA MNIE jest niewygodny. Ktoś wygłosił opinię, która różni się od mojej? Muszę wdać się z nim w spór, bo jego opinia MI zagraża. Itd., itp. Tymczasem smutek znajomej jest JEJ smutkiem, a najlepsze co mogę z nim zrobić, to uszanować go, pobyć w nim razem ze znajomą. Opinia znajomego W OGÓLE nie zagraża mojej – on ma swoją, ja swoją: gdzie tu zagrożenie?

Przypierdalający się ludzie dla przybyszów z kosmosu musieliby przypominać psy: one też bez przerwy na siebie szczekają, zaczepiają się, boją się siebie; Burek chce szczeknąć głośniej od Azora, a Rambo ugryźć (ze strachu) Rocky’ego. Wśród psów są jednak i takie, które nie wdają się w tę całą ujadaninę. To duże psy: one nie szczekają, bo nie boją się innych. Bierzmy z nich przykład – bądźmy dużymi psami. Albo przynajmniej w miarę dorosłymi ludźmi. Co prowadzi nas do wniosku podsumowującego.   

Morał (Praktyka)

Oczywiście niezgadzanie się ze sobą jest spoko, a dyskusje (o ile prowadzone są z szacunkiem dla adwersarza) bywają owocne i poszerzają nam horyzonty. Nie zmienia to jednak faktu, że duża część naszych codziennych nieprzyjemności bierze się stąd, że różni ludzie wciąż przypierdalają się do kogoś, o coś. Świat byłby dużo przyjemniejszy, gdybyśmy się od siebie trochę odpierdolili.  

Maciej Kaczyński

PS. Ilustracje do tekstu za uprzejmą zgodą Administratora pożyczyłem ze strony Stare obrazki ze zwierzętami, którą serdecznie polecamy!